Działo się na Śląsku…

Strona główna Fora Historia Działo się na Śląsku…

Ten temat zawiera 15 odpowiedzi, ma 5 głosów, i został ostatnio zaktualizowany przez  wmacoch 9 miesiące, 3 tygodnie temu.

Przeglądajasz 15 wpisów - od 1 do 15 (z 16)
  • Autor
    Wpisy
  • #2124

    Damian Jureczko
    Administrator

    Przeglądając różne pozycje książkowe oraz opracowania często napotykam na opisy ciekawych wydarzeń historycznych. Postanowiłem wybiórczo zamieszczać tutaj niektóre z nich. Oczywiście zachęcam wszystkich do dzielenia się także swoimi ciekawymi historiami na które można trafić podczas poszukiwań…

    D. Jureczko

    I na początek:

    Z książki” Romana Sękowskiego
    NIEŁATWE SĄSIEDZTWO
    SZKICE I WYPISY ŹRÓDŁOWE Z DZIEJÓW STOSUNKÓW SĄSIEDZKICH NA POGRANICZU ŚLĄSKO – POLSKIM W XVIIXVII WIEKU


    Wypisy z wydanego drukiem katalogu dokumentów archiwum bytomskiego Bernarda Szczecha: Dokument Górnośląski ze zbiorów byłego Archiwum Miejskiego w Bytomiu. Z. 1 -7. Zabrze 1996-1998. Zawiera lata 1601-1654.

    „W 1626 roku w nocy z 25 na 26 października (z niedzieli na poniedziałek) dragoni regimentu Collerado napadli na majątek Stanisława Jarockiego z Pogoni koło Będzina, obrabowali majątek i zabili dwóch poddanych. Jaroccy – Stanisław i Jerzy, wnieśli protest do rady miasta Bytomia, dragonów aresztowano a później zwolniono. Rada miejska tłumaczyła, że uwolnił ich na własną rękę dowódca regimentu a nie rada. W odwecie Jaroccy w nocy z 3 na 4 grudnia napadli na wieś Dąbrówkę i uprowadzili 366 sztuk owiec i 103 sztuki bydła.

    W 1631 roku (29. kwietnia) komisja cesarska urzędująca w Pszczynie zwróciła się do rady miasta Bytomia aby rada wzięła pod opiekę i ochronę duchownych polskich z powodu wrogiego do nich stosunku franciszkanów bytomskich.W 1632 roku (18. września) Burmistrz i rada miejska Bytomia zwraca się do rady miejskiej Opola w sprawie żołnierzy polskich którzy wypili „dużo beczek wina” nie płacąc za nie.

    W 1636 roku (12. czerwca) Dostawca wina – Jan Lazar, mieszczanin bytomski, zwraca się do Eliasza von Henckla z prośbą o zapłacenie za wino dostarczone dla zwerbowanych Polaków do regimentu Colloredo. Henckel polecił rachunek uregulować.

    W 1644 roku (12. grudnia) Henryk Nos oskarżył Jerzego Suchodolskiego właściciela Miechowie o zabicie w Dąbrówce koło Bytomia 7 Polaków.

    W 1645 roku (28. czerwca) Burmistrz i rada miejska Bytomia zwróciła się do starosty ziemskiego państwa bytomskiego Jana sen. Koschembara w sprawie pomocy w odzyskaniu archiwum miejskiego zdeponowanego na czas wojny w Czeladzi w księstwie siewierskim a zajętego przez starostę księstwa, kanonika krakowskiego ks. Aleksandra Brzeskiego na wniosek niejakiego Gembarzycy któremu winien był jakiś dług karczmarz z Piekar.

    W 1647 roku (wrzesień) Polscy żołnierze napadli na młyn Jana Chrobaka, poddanego Stanisława Tymińskiego. Młynarza zabili a czeladnik jego Radwański z Chorzowa próbował uciec wodą – też został zabity.

    W 1649 roku (koniec września) włoszka Hipolita Marlieni na czele zwerbowanych w Polsce awanturników najechała na dwór Cellariego w Radzionkowie. Zginął zarządca Meisner.
    (Jednak w sądzie sprawa ta została przedstawiona inaczej: napad zorganizował nie wymieniany z nazwiska podstarości krakowski a Merliani przebywała na dworze Cellariego i została siłą uprowadzona przez ludzi podstarościego. Ukradziono jednocześnie dużo złota, srebra i biżuterii oraz sprzętu domowego.)

    W 1650 roku (3. Czerwca) Jan Kiedrzyński z Potoku w księstwie siewierskim pisze do rady miejskiej Bytomia w sprawie napadu na drodze do Częstochowy poddanych bytomskich z Dąbrówki na karczmarza z Piasku poddanego nie wymienionego z nazwiska chorążego koronnego, ograbili go i pobili a w Częstochowie ukradli konie. Sprawcy ukrywali się u karczmarza w Dąbrówce.

    W 1653 roku (21. Stycznia) Pismo Wyższego urzędu Śląskiego we Wrocławiu do Gabriela Henckla polecające zamknięcie granicy aby włóczędzy z Polski nie przedostawali się do państwa bytomskiego.”

    • Ten temat został zmodyfikowany 3 lata, 1 miesiąc temu przez  Damian Jureczko.
    • Ten temat został zmodyfikowany 3 lata, 1 miesiąc temu przez  Damian Jureczko.
    #2219

    Damian Jureczko
    Administrator

    „W styczniu 1658 roku Jerzy Król w stanie nietrzeźwym zabił nożem poddanego Komory Śląskiej Andrzeja Waligę z Radzionkowa. Dnia 7 lutego 1658r. został stracony przez kata Mikołaja Kalusa(…)” ( źródło: „Historia sądownictwa tarnogórskiego” J. Hejda T.G.2007)

    W/w Mikołaj Kalus jest także wzmiankowany w innych źródłach:

    http://www.frankenbergprivat.de/Frankenbergowie-Dobieszowice-1.htm

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata, 1 miesiąc temu przez  Damian Jureczko.
    #2529

    Damian Jureczko
    Administrator

    W 1597r w Gliwicach „odbyła sie kilkudniowa rozprawa przeciwko rzekomej czarownicy. Niejaka Hoska, mieszkanka Szałszy, mieszkanka Szałszy oskarżona została o czary.Po czterokrotnym poddaniu torturom przyznała się(?) do winy i została skazana na ścięcie mieczem(…)” źródło: „Historia sądownictwa tarnogórskiego” J. Hejda T.G.2007)

    #2596

    Damian Jureczko
    Administrator

    „BIJ, ZABIJ TEGO SKURWEGO SYNA POLSKIEGO (…)

    (…)Z tymi słowami na ustach Kozłowscy, członkowie starego i rozrodzonego na Górnym Śląsku rodu szlacheckiego, właściciele Łomnicy w powiecie oleskim i Makowczyc w powiecie Lublinieckim, dopuścili się się w styczniu 1616 roku w jednej z gospód bytomskich Jakuba Kuszla – krzyczeli oczywiście po polsku, sami jednak najwyraźniej nie uważali się za Polaków (…)”
    (fragment artykułu Zbigniewa Kieresia zamieszczony w poz. Szkice Archiwalno-Historyczne nr 4 Katowice 2008r.)
    link do artykułu

    … jak widać od początku nie było łatwo. Działo się to w bytomskiej gospodzie Sebastiana Piwowarka

    Damian Jureczko

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 lata, 1 miesiąc temu przez  Damian Jureczko.
    #2889

    Damian Jureczko
    Administrator

    Tym razem historia, która opisana już została w kilku książkach. Autorzy podają ją jako przykład stosunków religijno-społecznych. Dla mnie jest ważna, gdyż dotyczy moich Przodków Strenków z Tarnowskich Gór.

    Najbardziej spodobał mi się opis z książki ” Z dziejów XVII i XVIII wieku- Księga jubileuszowa ofiarowana Profesorowi Michałowi Komaszyńskiemu”-Katowice 1997 autor rozdz. J.Kwak

    „(…)W kwietniu i maju 1709 roku odbyły się przed sądem wójtowskim dwie rozprawy z oskarżenia miejscowego księdza wikariusza o zniewagę przez rzeźnika Jana Strenka. Kiedy ksiądz przechodził z ostatnim namaszczeniem i komunią do chorego obok jatki Strenka, ten nie tylko nie zdjął nakrycia głowy, ale dalej rąbał mięso. Na rozprawie w kwietniu świadkowie potwierdzili słowa oskarżenia, m.in. Szymon Wypyszczyk zeznał, iż słyszał jak ksiądz głośno rzucił pod adresem pracującego Strenka: „Bestia, grubianin-widzisz, co niosę […], zobaczymy, co się stanie, jak nazad pójdę.” Także Jakub Kaim zeznał, że Strenk czapki nie zdjął i mięso dalej rąbał, stwierdzając, że mu „we własnej jatce wolno robić, co chce”. Wyrok zapadł 16 maja 1709 roku z uzasadnieniem, że oskarżony „lubo do ceremonii Catholickich przymuszany być nie ma ” (…) to jednak musi je szanować. Skazano go więc na trzy dni aresztu. Jeszcze surowiej ukarano jego ojca Henryka, który syna „nie chciał do aresztu oddać” i o księdzu wikarym „mowieł źle”. Miał on zapłacić 10 grzywien do kasy urzędu wójtowskiego.”

    Wszystkie te osoby można odnaleźć w księgach metrykalnych Tarnowskich Gór. Wspomniany Jakub Kaim także był rzeźnikiem. Żoną Jana Strenki była bliżej nieznana Marianna. Dzieci to Anna ur. 1708r. (Żona Josepha Lebiody), Jan Valenty ur. w dniu ogłoszenia wyroku na Janie Strence w 1709r., Henryk ur. w 1714r. Mam nadzieję ,że niedługo dotrę do oryginału zapisu o w/w rozprawie

    Damian Jureczko

    W załączniku ur. Jana Walentego w maju 1709r.Syna Jana i Marianny Strenków

    Załączniki:
    You must be logged in to view attached files.
    #2891

    Damian Jureczko
    Administrator

    Koncząc o Janie Strenku wymieniony jest on także w książce „Akta mieijskie Tarnowskich Gór od końca XVi wieku do roku 1740 ” A. kowalska
    „(…) Sessio die 27 Juny Anno 1740.
    Przy tey Sessyi Przedstąpił Jan Strenk a ujął Pusty dom Christiana Szula z Ogrodem za 12 thalarów sląskich, kture się tak obliguje Płacic, na gotowe szesc thalarow na zasiedziałe rsta oddał, a na Termin S. Michaelis 2 thalary, Termin Nativitatis Domini 2 thalary, a Termin Georgy 1741 2 thalary oddac powinie (!) będzie.”

    oraz wcześniejszy zapis z lipca 1700r.

    „(…) W Sprawie
    Miedzy Pietrem Mikołayczykiem ziedney, a poćciwym Cechem Rzemiosła Rzeznickiego zdrugiey strony, dotykaiąc się przekupowania szkopow (baranów) w Radzionkowie.
    Nauczenie.
    Poniewadz się dobrowolnego zeznania Simona Raska poddanego radzionkowskiego porozumiewa, że Jąn Strenk towarzysz Pietra Mikołayczyka u niego przed wieczorem skopy targował, a tylko czeski sie rozesli, wszakże tenże Jan Strenk na rano zaś przisć obiecował, a gdy nazaiutrz Jakub Kaym z Jędrzejem Kuczerą prziszeł, żona przedawaciela im to opowiadała, że od kogo inego iakmierz iuż te szkopy ztargowane są, a oni nato niedbali,a też tylko to dali, co Jan Strenk dawał, tedy Pietr Mikołayczyk od tey pokuty {względem przekupu}, którą mu w Cechu dictowano, wolny byc ma, y żadnemu karaniu nie podpada, ratione odbicia na drodze iednak tych szkopow, Sprawa sie do Vrzędu Voytowskiego pokazuie.”

    #3939

    Przemek Pawełczyk
    Użytkownik

    Po długiej ciszy w tym temacie podzielę się krótko spostrzeżeniami, które dotyczą terenów pogranicza historycznego Śląska i Małopolski. Wielu moich Przodków od pokoleń żyło dosłownie na tej granicy w dolinie rzeki Brynicy. Do dziś w miejscowych tradycjach obyczajowych, ludowych oraz mowie i mentalności widać wpływy i mieszanie się czynników z terenów, wydawało by się oddzielonych twardą granicą. Granicą, która na przestrzeni wieków przez III rozbiór Polski, następnie przez utworzenie Księstwa Warszawskiego była wielokrotnie przesuwana. Dla genealoga najważniejsza w poszukiwaniach jest administracyjna przynależności do konkretnej parafii. Tereny, o których piszę, a mam na myśli Bobrowniki i Żychcice, od przełomu XII i XIIIw. podlegały pod parafię św. Małgorzaty w Bytomiu, następnie parafię w Kamieniu do 1820 roku- dopiero wtedy związki ze śląskim Kościołem zostały zerwane. Jak podaje Halina Gajdzik autorka jednej z monografii :
    „Bobrowniki i Żychcice do Polski należące pozostawały jednak w obrębie dekanatu bytomskiego w granicach Prus, poprzez przynależność do parafii kamieńskiej. Tym samym parafianie podlegali administracji Królestwa Polskiego i zarazem administracji Prus(…)Odłączenie ich od parafii kamieńskiej w 1820r. poprzez przeniesienie do parafii siemońskiej stało się koniecznością, bowiem na mocy bulli papieskiej wydanej pod naciskiem rządu pruskiego dekanat bytomski został w 1821r. wraz z dekanatem pszczyńskim przydzielony do diecezji wrocławskiej(…) Przez wiele jednak jeszcze lat w księdze chrztów i ślubów parafii kamieńskiej odnotowywano nazwiska parafian z Polski, a w księgach parafii siemońskiej nazwiska parafian z Prus. Po 543 latach przynależności do jednej parafii liczne były przecież więzy pokrewieństwa i zawiązanych przyjaźni”

    Autorka podaje dla przykładu zapis, który znalazł się w kamieńskiej księdze zgonów- nie dotyczy on mojego Przodka 🙂 :
    „Wyzionął ducha nic nie znaczący Izydor syn Mateusza Pajora, jedyna w swoim rodzaju zakała rodu…”(1765r.)

    Ciekawy jest również zapis o samych mieszkańcach i warunkach, w jakich żyli. Notatka biskupa krakowskiego Piotra Gębickiego, który w 1650 roku wizytował tereny księstwa siewierskiego.
    „W izbie stał stół, kilka stołków lub ława, a niekiedy zwykłe kloce drewna, jakaś skrzynia na przyodziewek, na klepisku słomiane posłanie, rzadko kiedy łóżko. Na stole jedna misa do wszystkiego i dla wszystkich. U biednych chłopów misa nie zawsze była wystarczająco pełna, ale gorzałki nie brakowało. Pili mocne trunki młodzi i starzy, pachołki i dziewki, mąż i żona. Widać to było najbardziej po jarmarkach i w niedzielę po mszy, zwaleni leżeli gdzie przypadło.”
    Na taki stan rzeczy wpływ miały w dużym stopniu czynniki polityczne.

    Opisany przypadek przynależności administracyjnej jest ciekawostką i pewnie jednym z wielu, jednak w genealogii nic nie jest oczywiste. Smutne jest bezmyślne tworzenie jakichkolwiek podziałów, szczególnie przez osoby , które nie znają własnych Przodków… ale to już inny temat. To Przodkowie tworzą Naszą historię i czasem mogą nas bardzo zadziwić 🙂

    Na podstawie książki: H. Gajdzik „Bobrowniki do roku 1945”

    Pozdrawiam
    Przemek Pawełczyk

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lata, 10 miesiące temu przez  Przemek Pawełczyk.
    #5382

    Damian Jureczko
    Administrator

    ” W dniu 16 marca oraz 14 października 1848 roku toczyła się w Bytomiu rozprawa sądowa przeciwko robotnikowi Franciszkowi Haynowi oskarżonemu o rozbój i morderstwo. Wyrokiem sądowym miał być wpleciony na koło. król jednak zmienił wyrok na ścięcie toporem. Egzekucja miała się odbyć na „Galgenbergu”. Ponieważ jednak hrabia Donnersmarck, właściciel miejsca przewidzianego na egzekucję (od założenia miasta wykonywano tam wszystkie wyroki śmierci), odmówił zezwolenia na skorzystanie swojego gruntu na ten cel, wyznaczono jako miejsce stracenia posiadłość miejską na „Płóczkach” przy drodze do Lasowic, 500 kroków za stodołami miejskimi. Zostały one zburzone przy budowie kolei Lubliniec -Tarnowskie Góry. Tamże 31 sierpnia 1849 roku kat wykonał swoją powinność. Prawie cały rok skazaniec musiał czekać od ogłoszenia wyroku aż do jego wykonania!Można sobie wyobrazić, ile on w tym czasie przeżył mąk psychicznych! Na pewno łudził się nadzieją, ze odwlekanie wykonania wyroku pociagnie za sobą złagodzenie kary! Ciało jego nie zostało pogrzebane na cmentarzu, lecz tuż pod szafotem./Nowak/
    Była to ostatnia publiczna egzekucja w Tarnowskich Górach…”
    źródło: „Historia sądownictwa tarnogórskiego” Jerzy Hejda wyd. Tarnowskie Góry 2007″

    O Galgenbergu jest troche tutaj: Link

    Miałem kiedyś okazję przebywać w tym parku w godzinach nocnych-znając historię tego miejsca człowieka nachodzą przeróżne myśli…

    Nie udało mi się ustalić gdzie w Lasowicach są tzw. Płóczki. Zastanawiam się czy mój 4xPraDziadek Wilhelm Arndt pofatygował się na tą egzekucję-mam nadzieję , że nie bawiły go tego typu rzeczy.
    W załączniku wpis w księdze zgonów dotyczący Franza Haina (Franciszka Hayna).

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lata, 4 miesiące temu przez  Damian Jureczko.
    Załączniki:
    You must be logged in to view attached files.
    #5385

    Damian Jureczko
    Administrator

    Jednak jest coś o „Płóczkach” Link

    ” Wisielców nie pogrzebano na cmentarzu, lecz zakopywano ich na płóczkach, ciągnących się wówczas od ulicy Bytomskiej do kolonji Lasowickiej. W styczniu 1927 r. wykopano na gruncie fabrykł „Pług”, po prawej stronie ul. Nakielskiej dwa szkielety, które prawdopodobnie pochodzą od dwuch żołnierzy, skazanych na śmierć przez powieszenie za pewien występek w r. 1683 przez króla Jana Sobieskiego, podczas swego pobytu w Tarn. Górach.” Cytat pochodzi ze strony Montes Tarnovicensis-link powyżej

    #5393

    Damian Jureczko
    Administrator

    „Historia sądownictwa tarnogórskiego” Jerzy Hejda
    „W 1683 roku córka obywatela Lukasika utrzymywała stosunki cielesne z żołnierzami przebywającymi w Tarnowskich Górach na kwaterze. Za takie przestępstwo wójt skazał ją na „karę kościelną”; zakuta w kunie musiała przez cztery niedziele stać przed bramą kościelną. Inne mężatki i wdowy, którym zarzucano podobne przestępstwo, musiały za karę z wyroku sądu przez kilka dni wozić na taczkach ziemię na naprawę drogi koło cmentarza!/Winkler/”

    Celowo zaznaczyłem wyraz „mężatki”. Zawsze się zastanawiałem ile jest przekłamań w naszych drzewach. No cóż, nigdy sie nie dowiemy czy Jan Nowak faktycznie był synem Jana Nowaka? Czy moze mieszkającego obok Kowalskiego;) Przykładem może być genealogia władców angielskich. Badania DNA już dowiodły, że nie jest zgodna ze stanem faktycznym.

    link do artykułu

    kuna

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 lata, 4 miesiące temu przez  Damian Jureczko.
    #5398

    Damian Jureczko
    Administrator

    W załączniku urodzenie Ewy- córki Walentego Swobody i Elżbiety z Tarnowskich Gór z 1656r. Ewa o mały włos zostałaby sierotą, gdyż w „1657 roku starszy mistrz cechu sukienników i tkaczy Walenty Swoboda przypadkowo zastrzelił syna obywatela Rostowskiego. Sąd wójtowski skazał go na śmierć. Jednakże właściciel ziemi bytomskiej hrabia Gabriel Henckel skorzystał z przysługującego mu prawa łaski. Oskarżony po złożeniu kaucji pieniężnej został zwolniony z więzienia. Prawdopodobnie nie chodziło w tym przypadku o żadną kaucję lecz o zwykłą zamianę kary na grzywnę”
    „Historia sądownictwa tarnogórskiego” Jerzy Hajda

    Załączniki:
    You must be logged in to view attached files.
    #5400

    Artur Paczyna
    Użytkownik

    Damian napisał:
    „Zawsze się zastanawiałem ile jest przekłamań w naszych drzewach. No cóż, nigdy sie nie dowiemy czy Jan Nowak faktycznie był synem Jana Nowaka? Czy moze mieszkającego obok Kowalskiego;)”.

    Temat bardzo ciekawy.
    Sądzę, że wciąż zagadnienie roli kobiet w naszych rodach jest niedowartościowane, a według mnie kluczowe do zrozumienia kim jesteśmy.

    W księgach można napotkać wzmianki o uznaniu ojcostwa przez męża matki dla pozamałżeńskich dzieci.
    Sporo w nich także wiedzy dotyczącej służących na dworze (i nie tylko) panien i ich dzieci (których ojcem byli nie tylko żołnierze, ale i panowie szlachta).

    W każdym razie, o ile jeżeli dzieci rodziły się w ok. 9.miesięcznych cyklach, pewności nie ma, ale domniemanie, kto był ich ojcem jest, o tyle każda inna sytuacja (np. urodziny dziecka 3 miesiące po zaślubinach małżonków), to już sytuacja wątpliwa, co nie oznacza, że z góry należy uznać, że każde dziecko urodzone poza biologicznymi terminami, to dziecko nie męża, lecz innego mężczyzny.

    Bogobojność, ład społeczny, presja środowiskowa, itp. hamowały chuć co bardziej krewkich osobników. Kobiety zawsze miały gorzej i tutaj cudzołóstwo (choć rzadkie – do 5% populacji) często wychodziło na jaw.

    Żydzi rozwiązali ten problem wskazując na matkę, jako podstawę określenia potomka i dziedzica.

    Współczesność w tym względzie nam nie pomaga, a wręcz przeciwnie, gmatwa sprawę.
    In vitro, surogatki, rodzic 1 i rodzic 2 zamiast matki i ojca, zaprzeczenie ojcostwa (DNA), kryzys małżeństwa (niewierność i nieuczciwość małżeńska) i wiary oraz forsowanie związków pozamałżeńskich (widoczny proces rozłożony w czasie: od tzw. małżeństw cywilnych i rozwodów, poprzez promowanie podatkowe i zasiłkowe konkubinatów, aż do usankcjonowania związków partnerskich, w tym obecnie także jednopłciowych w niektórych państwach), zmiana prawa w powyższym zakresie, zmiana mentalności społecznej (w kierunku akceptacji pozamałżeńskich relacji seksualnych i życia na kocią łapę), oznacza regres cywilizacyjny i w konsekwencji … koniec genealogii takiej, jaką znamy. Zaryzykuję pogląd, że to ostatni moment, aby jeszcze coś ustalić w miarę pewnego.

    Następne pokolenia będą miały z tym WIELKI kłopot.

    Artur

    Jesteśmy Polakami
    Wiara Ojców naszych jest wiarą naszych dzieci
    Polak Polakowi Bratem!
    Co dzień Polak Narodowi służy
    Polska Matką naszą – nie wolno mówić o Matce źle!.

    #10640

    AdamKropek
    Użytkownik

    Witam,
    przeszukując księgi z parafii Wszystkich Świętych w Gliwicach znalazłem prawdopodobnie ślad przemarszu wojsk Jana Sobieskiego na Wiedeń przez Górny Śląsk w 1683 r.
    Może znajdzie się osoba mogąca przetłumaczyć ten fragment z łaciny.

    link
    https://familysearch.org/ark:/61903/3:1:939K-H81Q-V?i=41&wc=MHXS-Y29%3A361904901%2C361904902%2C361910901%3Fcc%3D2114433&cc=2114433z 1683 r.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 rok, 1 miesiąc temu przez  AdamKropek.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 rok, 1 miesiąc temu przez  AdamKropek.
    Załączniki:
    You must be logged in to view attached files.
    #11963

    wmacoch
    Użytkownik

    Poprosiłem o pomoc w tłumaczeniu kolegów z WTG Gniazdo i Bartek przetłumaczył zagadkowy wpis z czasów przemarszu wojsk Jana III Sobieskiego przez Gliwice. Sprawa okazuje sie bardzo interesująca. A oto wynik:
    „23 VIII ja, Jan Ludwik Sendecius z kolegiaty raciborskiej NMP Wniebowziętej, natenczas proboszcz gliwicki, ochrzciłem dwóch dorosłych [tj.] jednego Araba i jednego Scytę kałmuckiego z dworu Jego Królewskiej Mości Jana III króla polskiego, gdy jechał do Wiednia przeciwko Turkom z polskimi żołnierzami. Arabowi nadano imię Antoni (chrzestnymi byli Piotr Bednarczyk i panna Marianna Miczalowa), drugiemu zaś, Scycie kałmuckiemu Bajembekowi, nadano imię Franciszek, którego chrzestnymi byli Marcin Suchy i pani Katarzyna Grzesielowa. Przeto niech będzie błogosławiony Pan Bóg, który Kościół swój Święty Katolicki obdarzył dziś dwojgiem dzieci, w czym pomógł przewielebny a pobożny Sycopowski [?] z zakonu św. Dominika ścisłej obserwancji, który wraz z królem jechał na ową bitwę wiedeńską, a Pan Bóg cudownie im tam pobłogosławił tak, że liczne tysiące pogan zabito, reszta zaś w popłochu i z konfuzją wielką musiała uchodzić, skąd Polacy i cesarscy wielkie łupy wzięli.

    _________________
    Pozdrawiam – Bartek”
    Pozdrawiam Wiesław

    #11977

    AdamKropek
    Użytkownik

    Bardzo dziękuje, nie spodziewałem się takiej fajnej historii. Ciekawe jakie były ich dalsze losy. Pozdrawiam.

Przeglądajasz 15 wpisów - od 1 do 15 (z 16)

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.

Facebook