Odpowiedz do: Przodkowie Damiana Jureczko

Strona główna Fora Nasze drzewa Przodkowie Damiana Jureczko Odpowiedz do: Przodkowie Damiana Jureczko

#3326
Damian Jureczko
Administrator

Mój Dziadek ze strony Mamy Henryk Przybylski urodził się 20 marca 1935r. W Toruniu. Nie wiem czy jego Rodzice mieli wcześniej coś wspólnego z tym miastem, gdyż mama Henryka- Weronika Przybylska z domu Grzelak urodziła się 12.12.1909r. w Kupininie (pow. Kolski) jako córka Józefa Grzelaka i Feliksy z domu Kamińskiej. O ojcu Henryka, Franciszku Przybylskim wiem jeszcze mniej. Moja niewiedza jest wynikiem głównie burzliwego życia mojego Dziadka w wyniku czego spotkałem go tylko raz w życiu na rok przed jego śmiercią. Pomimo tego, że juz byłem dorosły nie zdążyłem go wypytać o wiele, wiele spraw.
Henryk był człowiekiem, który miał dwa oblicza , ludzie którzy go znali raczej dobrze go wspominają , ale z drugiej strony jego droga życiowa była pełna zakrętów o których świadczyć mogły jego wytatułowane od ramion po dłonie ręce. Ale tego tematu nie będę rozwijać. Ja sam dziękuje Bogu, że dane mi było chociaż z nim porozmawiać i zobaczyć na własne oczy. Wiele zresztą po nim odziedziczyłem. (Dziadek np. był bardzo utalentowany plastycznie, a z zawodu był stolarzem).
Kiedy po pewnym czasie stwierdziłem, że czas zabrać się za najmniej rozpracowaną linię w moim drzewie genealogicznym nie sądziłem, że przystanę przy życiorysie Dziadka. Myślałem, że raczej pójdę dalej w kierunku poznania jego rodziców i dziadków.
Z tego co wiem Henryk Przybylski był jedynakiem, a jeśli miał kiedyś rodzeństwo to nie przeżyło ono wojny. Po urodzeniu się Henryka, rodzina przeniosła się do Łodzi, gdzie jak wynika z informacji zawartych w akcie zgonu Weroniki zamieszkali na ulicy “Dachspfad 29/5”.
Te informacje uzyskałem już po śmierci Dziadka, kiedy to natknąłem się na jego imię i nazwisko na jednej z list dotyczących osób represjonowanych w czasie drugiej wojny światowej. Napisałem do Fundacji “Polsko -Niemieckie Pojednanie” i otrzymałem komplet dokumentów dotyczących mojego Dziadka. Miedzy innymi własnoręcznie napisane pisma do jednej z instytucji w Niemczech jak i dokumenty dotyczące przebywania Henryka Przybylskiego w obozie pracy przymusowej Wrocław -Psie Pole, czy też bardziej wymowna wersja: Breslau-Hundsfeld.
Po zapoznaniu sie z materiałem rozpocząłem poszukiwania informacji odnośnie samego obozu.
Jak się okazało jest ich bardzo mało. Dowiedziałem się , że była to filia KL Gross-Rosen, ale nawet informacje zawarte w literaturze okazały się niewystarczające. Ustaliłem, że obóz , a właściwie dwa: męski i żeński ustawione były tuż przy niemieckiej fabryce broni firmy ” Rheinmetall-Borsig”.

Oto kilka fragmentów pochodzących z zeznań mojego Dziadka Henryka Przybylskiego.

“(…) w chwili wybuchu II wojny światowej (Henryk Przybylski) zamieszkiwał wraz z rodzicami, Franciszkiem i Weroniką Przybylskimi w Łodzi przy ul. Wspólnej 29. Na przełomie 1939 i 1940r. Jego ojciec został pojmany przez Niemców w obławie ulicznej, tzw. “łapance”, a następnie przywieziony do obozu pracy przymusowej na terenie Psiego Pola – dzielnicy Wrocławia (Gemeinschaftslager Hundsfeld). Wczesną jesienią 1942r. Zmarła matka pokrzywdzonego Weronika Przybylska. Na pogrzeb kobiety przyjechał jej mąż, Franciszek Przybylski w eskorcie żandarmów ze wspomnianego obozu. Zdołał on przekonać żandarmów o konieczności zabrania do obozu swojego syna 7-letniego Henryka Przybylskiego”

W tym miejscu się zatrzymam. Matka mojego Dziadka Weronika zmarła dokładnie 26 maja 1944r. Mój Dziadek miał zatem wtedy lat 9. W akcie zgonu napisano, że mąż Franciszek Przybylski przebywa czasowo we Wrocławiu. Dziadek pisał o tym jako starszy człowiek, mógł zatem wszystkiego dobrze nie pamiętać. Był wtedy dzieckiem, więc czas inaczej płynął. Inna kwestią jest , że mąż mógł przyjechać na pogrzeb żony z obozu pracy? Może czytający ten artykuł posiadają wiedzę odnośnie takich przypadków.

(…) obóz pracy przymusowej Breslau-Hundsfeld miał charakter międzynarodowy, oprócz Polaków pracowali w nim także Czesi, Francuzi i Rosjanie. Otoczony był betonowym parkanem i drutem kolczastym. Na każdym rogu ogrodzenia postawione były wieże strażnicze, w których przebywali pilnujący więźniów strażnicy. Każda narodowość miała oddzielne baraki odgrodzone drutem kolczastym od baraków innych narodowości. Miało to zapobiec porozumiewywaniu się więźniów należących do różnych narodowości. Polacy mieszkali najprawdopodobniej w trzech drewnianych barakach. W jednym baraku mieściły sie dwie sale, a w każdej z nich mieszkało około 30-35 więźniów. Sala wyposażona była w prycze oraz stały, przy których więźniowie spożywali posiłki. “
Henryk “zamieszkiwał w jednej z sal wspólnie z ojcem i był jedynym dzieckiem w ich baraku. Przez około 3-4 dni od przybycia wykonywał prace porządkowe wokół baraków zajmowanych przez Polaków, a następnie wraz z ojcem i pozostałymi więżniami zaczął wychodzić do pracy w fabryce wojskowej, mieszczącej się na terenie Psiego Pola. Piesza wędrówka do tej fabryki trwała ok. 15 minut. Franciszek i Henryk Przybylscy pracowali przy budowie nowej hali, stawianej w poblizu juz istniejącej fabryki. Do tej ostatniej nie mieli wstępu, stąd nie wiedzieli jakiego rodzaju wyposażenie wojskowe produkuje. Henryk Przybylski wykonywał na terenie budowy prace pomocnicze polegające m. in. Na wywożeniu niewielkich ilosci gruzu, noszeniu cegieł , etc.”
“(…) na terenie budowy więźniowie nie byli pilnowani przez strażników, nadzór nad ich pracą wykonywali niemieccy , cywilni pracownicy fabryki. Na budowie pracowali wspólnie więźniowie różnych narodowosci. Żywiono ich w miejscu pracy według wydajności, serwując rano i wieczorem rację chleba, a w południe- ciepłą zupę. Henryk Przybylski, będąc dzieckiem, otrzymywał 1 raz w tygodniu większą porcję żywności. W obozie więźniowie nie otrzymywali żadnego wyżywienia.”

Zgodnie z relacją mojego Dziadka “najtrudniejsza była sytuacja więźniów polskich i rosyjskich, którzy mieli obowiązek stałego przebywania w swych barakach. Rosjanie otrzymywali nadto najmniejsze racje żywnościowe, wykonując najcięższe fizyczne prace. Komandantem obozu był oficer w mundurze SS, natomiast podlegli mu strażnicy i wartownicy byli odziani w mundury wojskowe. Henryk Przybylski nie umiał określić , czy obsadę etatową obozu stanowili żołnierze SS, Wehrmachtu czy też innych formacji oraz jaki był los osób funkcyjnych obozu.”
“(…) podczas pobytu w Gemeinschaftslager Hundsfeld dwukrotnie grożono mu pozbawieniem życia poprzez skierowanie w jego stronę broni palnej. Po raz pierwszy miało to miejsce po zabawie z dziećmi, w toku której Henryk Przybylski pokazał innemudziecku język. Zdarzenie to zostało zaobserwowane przez komendanta obozu. Rozgniewany Niemiec poszedł do baraku, w którym skrył się chłopiec, po czym wyciągnął pistolet z kabury, zamierzając zastrzelić dziecko. Zapobiegł temu Franciszek Przybylski, który chcąc udbruchać Niemca, wyciągnął syna spod pryczy, spoliczkował go, a następnie położył na ławę i zbił listwa po pośladkach. Po tym zdarzeniach Henryk Przybylski przeprosił komendanta i pocałował go w rękę. Niemiec schował pistolet i opuścił barak. Innym razem Henryk Przybylski został ujęty przez dwóch wartowników niemieckich w części obozu zamieszkałej przez Czechów. Jeden z żołnierzy wyjął z kabury pistolet i skierował go w stronę głowy dziecka. Chłopiec został ocalony przez Czeszkę, która przytuliła go do siebie, a następnie wyperswadowała Niemcowi zamiar zastrzelenia małego Polaka.”

“(…) latem 1944r., w obawie przed nadciągającym frontem, więźniów obozu ewakuowano w głąb Niemiec. Do marca 1945r. (…) pracował wraz z ojcem w niemieckim gospodarstwie rolnym w nieustalonej miejscowości, prowadzonym przez kobietę o nieznanym chłopcu nazwisku”.
Tak więc Henryk przebywał w obozie niecały rok, ale w oczach 9 latka mogło wydawać się to znacznie dłużej.

Do Łodzi Przybylscy wrócili w 1946r. Franciszek mieszkał w dzielnicy Widzew do swej śmierci w latach 60 tych. Henryk bardzo szybko wyprowadził się na Śląsk gdzie ożenił sie z moja Babcią Hildegardą z domu Gordała. Mieli dwie córki Krystynę i Jadwigę (moją mamę). Dalsze życie Henryka niech pozostanie w pamięci jego potomków. Zmarł 31 lipca 2004r. W Bielsku-Białej.

Poniżej prezentuję zdjęcie Dziadka, potem zdjęcie z jego córkami (dziewczynka z “kokiem”- to moja mama). Kolejne zdjęcie to akt zgonu Weroniki Przybylskiej z domu Grzelak.
A następne t o zdjęcie udostępnione mi dzięki serwisowi fotopolska.eu (za które bardzo dziękuję) ukazujące teren fabryki wraz z widocznymi obozami ( oryginał znajduje sie tutaj). Zdjęcia Breslau-Hundsfeld zostało zrobione prawdopodobnie w 1943r.

Oczywiście bardzo proszę o dzielenie się wszelkimi informacjami , które mogą pogłębić moją wiedzę. O Rodzicach i Dziadkach Henryka nie wiem nic z wyjatkiem tego co napisałem. Archiwum Państwowe nie odnalazło urodzenia Weroniki Przybylskiej pomimo wskazania miejsca i daty (Szukanie po indeksach w jednym roczniku). Bardzo chciałbym dotrzeć do zgonu Franciszka Przybylskiego. Zmarł w Łodzi, ale rozrzut jest zbyt duży dla USC 1965-1975r…
Co do informacji o samym obozie to z tego co udało się mi ustalić znana jest relacja tylko jednego więźnia (danych w tym miejscu nie podam) oraz kilku więźniarek.

Damian Jureczko

Attachments:
You must be logged in to view attached files.