Mnie też się udało dobrnąć całkiem daleko robiąc takie tricki, bo imiona były charakterystyczne, wypisałem wszystkich z parafii, porównywałem wiek małżonków na ślubie i dopasowałem, ale duża doza niepewności pozostaje.
Teraz doszedłem do ściany: trzech Jakubów o tym samym nazwisku, w tym dwóch w tej samej wsi (zabitej dechami), na szczęście żony miały różne imiona: oczywiście jedna to Marianna, ale druga Barbara, co w danej parafii było raczej rzadkością. Ale ślubów tam nie było, zapewne w sąsiedniej parafii, ale stamtąd akt już nie ma. Koniec.
Owocnych poszukiwań.
Rado
P.S. To jeszcze się pochwalę, że dziś udało mi się rozgryźć sprawę miejsca urodzenia pewnej pani, którego szukałem od roku. Rodzina mieszkała w okolicach Wrocławia, a pani urodziła się… w Pruszczu Gdańskim (cóż, była wojna).