Tłumaczenie życiorysu

Strona główna Fora Tłumaczenia Tłumaczenie życiorysu

Przeglądajasz 15 wpisów - od 1 do 15 (z 20)
  • Autor
    Wpisy
  • #20586
    borysa86
    Użytkownik

    Witam zwracam się z prośbą o przetłumaczenie życiorysu mojego przodka.
    Niestety dla mnie jest to nie do rozszyfrowania.

    • Ten temat został zmodyfikowany 1 week, 5 days temu przez borysa86.
    Attachments:
    You must be logged in to view attached files.
    #20590
    Jan Proski
    Użytkownik

    45_1191_0_25_102613_0009.jpg
    Mój życiorys.
    Ja, Joseph Globisch, urodziłem się 13 marca 1863 jako syn zagrodnika (na własnym gruncie) Paul Globisch i jego żony Barbara z domu Kopetzki w Olbrachcice (Polnisch-Olbersdorf), powiat Prudnik (Neustadt), Okręg Administracyjny Opole (Oppeln) i uczęszczałem od szóstego do czternastego roku życia do tamtejszej szkoły podstawowej, w której przez pierwsze 4 lata zajęcia odbywały się tylko w języku polskim. Po zwolnieniu z tej szkoły przygotowywałem się do zdobycia zawodu nauczyciela, częściowo prywatnie, częściowo w Königlichen Präparandie (placówka edukacyjna do zdobycia pierwszego stopnia wykształcenia) w Białej (Zülz) i w marcu 1882 zdałem egzamin wstępny do seminarium nauczycielskiego w Białej. Tu muszę dodać, iż moje wykształcenie podstawowe było słabe. W wieku czternastu lat nie rozumiałem języka niemieckiego prawie wcale i nie wiedziałem nic o niemieckiej gramatyce, o wypracowaniach, o geografii itd.
    Po trzech latach uczęszczania do seminarium w Białej, zdałem tam 12 marca 1885 egzamin końcowy.
    Od 1 kwietnia 1885 do 31 grudnia 1886 byłem nauczycielem pomocniczym w 5-cio klasowej katolickiej szkole w Mokra (Mokrau) powiat Pszczyna (Pless) i uczyłem tam w sumie około 250 dzieci w czwartej i piątej klasie, za co otrzymywałem oprócz normalnego w tamtych czasach zarobku rocznego w wysokości 540 M.(Mark) dodatek w wysokości 120 M. rocznie.
    Zgodnie z zarządzeniem Królewskiego Rządu Okręgowego w Opolu z dnia 13 grudnia 1886 roku (K.A.IV Nr.4343b) otrzymałem tymczasowo od 1 stycznia 1887 roku czwarte, nieobsadzone stanowisko nauczycielskie w szkole katolickiej w Lędziny (Lendzin), powiat Pszczyna, które zajmowałem do 14 kwietnia 1891 roku.
    W marcu 1891 roku zostałem wybrany przez upoważnionego właściciela majątku jako nauczyciel jednoklasowej, katolickiej szkoły w Stanowice (Stanowitz) powiat Rybnik, gdzie też dnia 1 kwietnia 1891 roku zostałem skierowany przez Królewski Rząd Okręgowy w Opolu (K.A.III Nr.1600b) i dnia 15 kwietnia rozpocząłem pracę. Szkoła liczyła 91 dzieci i została przekształcona dnia 1 lipca 1891 roku w szkołę dopołudniową (dwuklasowa z 1 nauczycielem). W roku 1899 dobudowano drugie pomieszczenie klasowe i przygotowano miejsce dla drugiego nauczyciela, które zostało zajęte w roku 1900. Liczba uczniów wzrastała nieustannie wskutek otwarcia Kopalni Dubieńsko w leżącej w pobliżu Czerwionce. Szkoła, z powodu wzrostu liczby uczniów do 140, powiększyła się w roku 1904 do trzyklasowej z dwoma nauczycielami. W roku 1918 liczba uczniów wzrosła do 180. Na polecenie Rządu Okręgowego … (koniec pierwszej strony)

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 week, 5 days temu przez Jan Proski.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 week, 5 days temu przez Jan Proski.
    #20595
    borysa86
    Użytkownik

    Bardzo Panu dziękuję za szybkie tłumaczenie bardzo dużo informacji jest w tym dokumencie. Jeszcze raz dziękuję i czekam cierpliwie na drugą stronę.

    #20596
    Jan Proski
    Użytkownik

    45_1191_0_25_102613_0010.jpg
    (druga strona)
    … w Opolu należy już w roku 1919 przygotować miejsce pracy dla trzeciego nauczyciela. Ja byłbym wówczas nauczycielem głównym. Tylko wskutek ówczesnego zamętu politycznego zostało wszystko przełożone na później.
    Od wybuchu wojny aż do jej końca uczyłem wszystkie dzieci w trzech klasach.
    Obok pracy nauczyciela prowadziłem w Stanowicach od roku 1891 urząd pisarza gminnego, urząd stanu cywilnego, pracowałem w zarządzie gminy jako sekretarz, byłem pierwszym zastępcą sędziego/rozjemcy i zarządcą ziemskim.
    Dnia 16 lipca 1918 roku zostałem odznaczony Krzyżem Zasługi (Verdienstkreuz) za pomoc wojenną a 27 grudnia 1919 roku Śląskim Orłem (Schlesisches Bewährungsabzeichen, potocznie Schlesischer Adler).
    W czerwcu 1920 roku Polacy zaczęli mnie prześladować.
    Ostatecznie chcieli mnie pozbawić życia. W styczniu 1921 roku strzelali na mnie. W marcu 1921 wybili w nocy szyby w oknach w mieszkaniu, wrzucali w nocy granaty ręczne do mojego mieszkania, przed plebiscytem próbowali wielokrotnie mnie aresztować i zamordować, po plebiscycie ścigali mnie aż do stacji kolejowej aby mnie zlikwidować i zmusili mnie w ten sposób do opuszczenia Stanowic, miejsca w którym w najtrudniejszych warunkach przez 30 lat chętnie pracowałem.
    Dnia 31 marca 1921 roku moja rodzina, składająca się z mojej żony i siedmiorga dzieci, przeniosła się do Rybnika, gdzie jeszcze teraz na ulicy Księcia Koronnego 1 (Kronprinzenstr.) korzystam z prowizorycznego mieszkania. Moje meble leżą na różnych strychach i w piwnicach.
    Rybnik, Kronprinzenstr. 1, dnia 12 grudnia 1921
    (-) Joseph Globisch, pierwszy nauczyciel w Stanowicach.

    #20597
    borysa86
    Użytkownik

    Brak słów. Dziękuję jeszcze raz. Kawał dobrej historii. Pozdrawiam

    #20606
    Pyjter
    Użytkownik

    Pozole sobie dodac kilka slow :
    To jest kawal PRAWDZIWEJ histori !
    W ciężkich czasach poprzedzających przejecie części Górnego Śląska pod polską administracje sytuacja miejscowych nauczycieli była szczególnie trudna. Przede wszystkim tych mających górnośląskie korzenie. Polacy ( czytaj Górnoślązacy polskiego ducha ) zarzucali swoim Bogu ducha winnym ziomkom współprace z „pruskim ciemięzca „ w procesie „ germanizacji śląskiego ludu…”
    Jest bardzo prawdopodobnym , ze Pański przodek napisał swój życiorys w związku z prośba o pomoc dla byłych nauczycieli ze wschodniej części Górnego Śląska , wyrzuconych z pracy przez polskie wladze.
    Przy Rejencji Wrocławskiej ( Regierungsbezirk Breslau ) funkcjonował wtedy odpowiedni urząd opieki nad nauczycielami ( Fürsorgeamt für Lehrkräfte ) który miedzy innymi opiekował się nauczycielami pozbawionymi pracy . Biorąc pod uwagę podeszły wiek Pańskiego przodka , można przypuszczać iż życiorys ten jest częścią wniosku o przyznanie emerytury.

    #20610
    Alfsigr
    Użytkownik

    Faktycznie ciekawy dokument.
    Pyjter skąd wiesz że Josef Globisch był “Bogu ducha winny”, był pruskim aktywistą i nie wiadomo jest w jaki sposób zrobił karierę u prusaków, może nie był zbyt bardzo lubiany wśród miejscowej ludności, może wziął sobie zbyt bardzo do serca współpracę z “pruskim ciemiężcą i z germanizacją śląskiego ludu”, śląskiego orła nie dostał za rozdawanie bułek z masłem. Polacy którzy go prześladowali byli może Ślązakami ze śląskim duchem.
    Jeżeli uważasz że Ślązak z “polskim duchem” to Polak to znaczy że Ślązak z niemieckim duchem jest niemcem ???
    Pozdrawiam

    #20611
    Pyjter
    Użytkownik

    Jeżeli uważasz że Ślązak z “polskim duchem” to Polak to znaczy że Ślązak z niemieckim duchem jest niemcem ???

    Oczywiscie ze tak uwazam , z tym ze Niemcem z duzej litery …

    I nie ktos z ” polskim duchem ” ale ktos ” polskiego ducha ”
    I nie ” zrobil kariere u prusakow ” ale , pomijajac smiesznosc stwierdzenia ze ktos zrobil kariere i zostal jednym z tysiecy gornoslaskich nauczycieli ( kariere to zrobil a przyklad niejaki Carl Godulla , po polsku ( choc sam zainteresowany nie lubil tego polskiego spoufalania sie ) Karol Godula ) : ” zhrobil kariere u Prusakow ”

    Wg Slownika Jezyka Polskiego : Prusak (mieszkaniec Prus) -akiem; -acy, -aków

    #20660
    Alfsigr
    Użytkownik

    To Ty pewnie też Niemcem jesteś, takim z dużej litery.

    Ale nie o to tu chodzi, w tym życiorysie nie jest wyjaśnione jakim człowiekiem był Josef, ani co za Polacy go prześladowali i za co, nie wiadomo jest też w jakim celu był ten życiorys napisany więc niewiem skąd wziąłeś to że :
    „Polacy ( czytaj Górnoślązacy polskiego ducha ) zarzucali swoim Bogu ducha winnym ziomkom współprace z „pruskim ciemięzca „ w procesie „ germanizacji śląskiego ludu…”
    Jest bardzo prawdopodobnym , ze Pański przodek napisał swój życiorys w związku z prośba o pomoc dla byłych nauczycieli ze wschodniej części Górnego Śląska , wyrzuconych z pracy przez polskie wladze.“

    Co do kariery to może tak: syn zagrodnika, w wieku 14tu lat nie zna niemieckiego, zdobywa zawód nauczyciela i po latach awansuje na pierwszego nauczyciela, ponadto pisarz gminny, urzędnik stanu cywilnego, sekretarz gminny, zastępca sędziego i zarządca ziemski, śmiesznością jest twierdzić że to nie kariera.

    Josef nie był jednym z tysięcy śląskich nauczycieli bo po pierwsze tysięcy ich wtedy nie było, po drugie on nie był tylko zwykłym nauczycielem.

    Prusak to też „Blattella germanica”, to takie robactwo które wtedy trzeba było tępić.

    Pozdrawiam

    #20661
    borysa86
    Użytkownik

    Witam p. Janie znalazłem jeszcze 1 dokument dotyczący Józefa Globischa może dałoby się i to przetłumaczyć. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

    Attachments:
    You must be logged in to view attached files.
    #20665
    Jan Proski
    Użytkownik

    1.jpg
    Krótkie uzasadnienie mojej ucieczki.
    Już w okresie Świąt Bożego Narodzenia w 1919 roku otrzymywałem listy z pogróżkami wzywającymi mnie do opuszczenia Stanowic. W czerwcu 1920 podłożono i zdetonowano ładunek wybuchowy pod kamiennymi schodami prowadzącymi do budynku szkolnego. Schody zostały lekko uszkodzone, ale jedno okno piwniczne zniszczono całkowicie. W dniach 23 i 25 sierpnia 1920 przeprowadzono w moim mieszkaniu bezowocną rewizję, szukano broni. Dnia 25 sierpnia 1920 wtargnęło do mojego mieszkania, pomimo ogłoszonego stanu oblężenia, około 60 uzbrojonych mężczyzn przez których byłem maltretowany. Grożono mi nieustannie rozstrzelaniem, ogłosili mnie jako więźnia. Zaprowadzili mnie do o 130 metrów odległej karczmy, po drodze znowu znęcali się nademną, tłukli mnie po plecach i brzuchu pałkami gumowymi i kijami. Przed karczmą skazali mnie na śmierć. Wyrok miał być wykonany w Dębieńsku. Dopiero po sprzeciwie niektórych rozsądnych mieszkańców wsi zostałem uwolniony. Dnia 4 listopada wieczorem o godz. 8:45, było już zupełnie ciemno, wyważono z przemocą drzwi wejściowe do mojego domu. Z początkiem nowego roku 1921 otrzymałem znowu listy ze znanymi pogróżkami. W styczniu 1921 wieczorem o godz. 7:45 jak szedłem razem z moją córką, nauczycielką w Bełku, po posiedzeniu związku nauczycielskiego w Czerwionce, do domu, zostałem tuż przed domem ostrzelany.
    Nocą 3 marca 1921 o godz.11:45 wybito dużymi kamieniami szyby w oknach mego mieszkania. Oelke, powiatowy wizytator szkolny z Gliwic, widział te kamienie.
    Dnia 7 marca 1921 wieczorem o godz. 7:15 wrzucono kamień przez okno do pokoju dziennego, a w nocy o godz. 11:45 wrzucono do mieszkania granaty ręczne jednocześnie od strony południowej i północnej. Ten strach był ogromny, straty materialne były niewielkie, nikt nie został poszkodowany. Od tego dnia szkoła była ostrzeliwana i obrzucana granatami. Dnia 16 marca 1921 moje córki znalazły w ogrodzie pod oknami pokoju mieszkalnego ostry granat. Świadek, Inspektor Schlesinger w Stanowicach. Od 7 marca 1921 nie mogliśmy korzystać z pokoju sypialnego.
    … (koniec pierwszej strony) …

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 days, 20 hours temu przez Jan Proski.
    #20667
    Jan Proski
    Użytkownik

    …(druga strona)…

    2.jpg
    O spaniu w nocy nie można było myśleć. Czuwaliśmy każdą noc. Na nasze prawie codzienne ustne lub pisemne wnioski, z załączonymi odłamkami jak i znalezionym granatem, o przyznanie ochrony, kierowane do powiatowego przedstawiciela zwycięskich sił sojuszniczych otrzymywaliśmy odpowiedzi zawierające tylko obietnice. Czyny nie następowały. Polacy to zauważyli i stali się jeszcze bardziej bezczelni, gdyż się nie usunąłem, lecz dalej nieustraszenie pracowałem dla niemieckiej szkoły. Polacy postanowili usunąć mnie siłą ze Stanowc i zlikwidować. (Muszę nadmienić, iż byłem jedynym, który jeszcze pracował dla niemieckiej szkoły. Drugi nauczyciel uciekł w sierpniu 1920 i nigdy nie powrócił. Inni będący przekonania niemieckiego byli tak zastraszeni, że mieli strach nawet przed rozmową ze mną).
    Dnia 18 marca 1921 wieczorem o godz. 7:15 zostałem zabrany przez uzbrojoną bandę, około 30 osób, z zamiarem pozbawienia mnie życia. Tylko szczęśliwym okolicznościom zawdzięczam moje życie. Tej bandzie nie udało się sforsować mocno zabarykadowanych drzwi wejściowych i okiennic. Zniszczyli pałką okno w kuchni, przebijali się drągiem przez szyby i założone od środka okiennice, które jednak wytrzymały napór. Moja rodzina schroniła się na piętrze, otwarła okna i krzycząc z całego gardła wzywała pomocy, 2 kilometry dalej było to słychać. Ta banda strzelała w górne okna po czym oddaliła się. Świadkiem jest urzędnik handlowy Kupper Wilhelm z Düsseldorf-Oberkassel Steffenstraße 3, który jako przyjezdny uczestnik plebiscytu w czasie tego napadu czasowo mieszkał u mnie.
    Dnia 19 marca 1921 o godz 12:00 w południe próbowała ta sama banda mnie dopaść, na oczach przechodniów, przed moim domem. Zauważyłem to w odpowiedniej chwili i schroniłem się w posiadłości ziemskiej, gdzie u pana von Windenheim przenocowałem. Zaraz po głosowaniu, które odbyło się w szkole i do którego mogłem się udać tylko pod ochroną osób cywilnych, musiałem opuścić Stanowice. Dnia 22 marca 1921 powróciłem do mojej rodziny z zamiarem pozostania. Zaraz po moim przybyciu zebrali się wokół szkoły członkowie Towarzystwa Sportowego Gimnastycznego “Sokół”, ich liczba rosła w szybkim tempie. Nie przypuszczając nic dobrego próbowałem dyskretnie opuścić budynek. Niestety zostałem zauważony przez posterunkowych i byłem ścigany aż do Czerwionki. Świadkiem jest wyżej wymieniony Kupper. Moja rodzina była każdego dnia i każdej nocy prześladowana. Moja 13-letnia córka zachorowała na spazmy. Moja żona zachorowała na zaburzenia nerwowe w podbrzuszu i cierpi z tego powodu do dziś. W ciągu 3 tygodni schudła o 40 Pfund (~20 kg?). Z tego powodu byłem zmuszony 31 marca 1921 zabrać dobytek i opuścić Stanowice.
    Rybnik, Kronprinzenstr. 1, dnia 13 stycznia 1922
    (-) Joseph Globisch, pierwszy nauczyciel

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 1 day, 19 hours temu przez Jan Proski.
    #20668
    borysa86
    Użytkownik

    Dziękuję bardzo 🙂 Nie spodziewałem się że dowiem się tak wiele 🙂

    #20669
    Grzondziel
    Użytkownik

    Faktycznie ciekawy dokument.
    “Pyjter skąd wiesz że Josef Globisch był “Bogu ducha winny”, był pruskim aktywistą i nie wiadomo jest w jaki sposób zrobił karierę u prusaków, może nie był zbyt bardzo lubiany wśród miejscowej ludności, może wziął sobie zbyt bardzo do serca współpracę z “pruskim ciemiężcą i z germanizacją śląskiego ludu”, śląskiego orła nie dostał za rozdawanie bułek z masłem. Polacy którzy go prześladowali byli może Ślązakami ze śląskim duchem.
    Jeżeli uważasz że Ślązak z “polskim duchem” to Polak to znaczy że Ślązak z niemieckim duchem jest niemcem ???”

    Ten wpis uwazam za skandaliczny, byc moze bo nie do konca przemyslany a moze bo brak doswiadczenia zyciowego Slazaka?
    Zaczne od wspomnien mojego ojca: gdy w Rudzie Slaskiej chodzono po kolendzie, najpierw przychodzili ministranci i pytali w jaki jezyku ma sie koleda odbyc. Jeden sasiad wolal po niemiecku, inny po polsku, nie bylo problemu. Bedac gimnazjasta, byl w Bytomiu. Ponieraz mial czapke polskiego gimnazjum, zostal pobity. Starajac sie o prace na polskiej kopalni zostal zapytany, cze jest Polakiem czy Niemcem. Odpowiedzial ze jest Polakiem, tu oswiadczono mu: Panie Grzondziel, nawet jak pan sobie bialo-czerwona flage w d… wetknie, bedzie pan dla mnie Niemcem. Sluzbe wojskowa odbyl ojciec w Nowym Dworze Mazowieckim, tam traktowano wszystkich zle, bo ich okradano z zoldu. We wrzesniu 39 zapowiedziano ewakuacje, gdy dojachali z Rudy do Katowic, w Katowicach juz byli Niemcy i doradzili, by po prostu wrocic do domu. Po klesce pod Stalingradem wcielono mojego ojca do Wehrmachtu, mial wowczas dwojke dzieci i ciezarna zone… Wrocil w pazdzierniku 1946. Nasi nowi sasiedzi uwazali nas za Niemcow i zadenuncjonowali stalinowskiej milicji, iz moi bracia rzucali kasztanami na slogany partyjne. Byli na 24 godziny w poprawczaku. Zamieszkalismy w Sczombierkach, robotniczej dzielnicy Bytomia. Tu mieszkali rdzenni Slazacy w familokach z toaletami na zewnatrz domow lub na polpietrze. Kapiel odbywala sie w cynkowej wannie w kuchni. Przed wojna byli to Polacy. Dobrze zarabiajacy urzednicy tak zwani Berliner zamieszkiwali centrum miasta w pieknych domach z pelnym komfortem. Po roko 1945 te dobre dzielnice zajeli przesiedlency ze wschodu, nazywali nas Autochtonami, teraz traktowano Szombierkorzy jako Niemcow. Nas kuzyn z Zabrza mial kiedys powiedziec o nas do swoich znajomach “o tutaj mieszkaja nasi krewni, ale to tacy Polacy”. Bedac sam w wojsku podzylem wiele zlosliwosci ze strony “Polakow”, to znaczy nie ze Slaska.
    Gdy moi niemieccy koledzy z pracy dowiedzieli sie, ze ukradziono mi w Polsce samochod, ucieszyli sie jak dzieci . Slazak ma zawsze “zla” narodowosc.

    “był pruskim aktywistą i nie wiadomo jest w jaki sposób zrobił karierę u prusaków”
    No to prosze teraz poczytac w internecie, kim byl Henryk Grzondziel i gdzie zmarla jego siostra Salomea. Moze zrozumie Pan, co to oznacza byc Slazakiem.

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 days, 10 hours temu przez Grzondziel.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 days, 9 hours temu przez Grzondziel.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 2 days, 9 hours temu przez Grzondziel.
    #20673
    Alfsigr
    Użytkownik

    “Ten wpis uwazam za skandaliczny, byc moze bo nie do konca przemyslany a moze bo brak doswiadczenia zyciowego Slazaka?”

    Szanowny Panie, muszę przyznać że nie bardzo wiem o co Panu chodzi???

Przeglądajasz 15 wpisów - od 1 do 15 (z 20)
  • Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.