Pomorzanin
Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
Pomorzanin
UżytkownikWitam
Panie JózefieNa temat etymologii nazwiska Śmieja, które podają naukowcy między inn. Hans Schmeja jest to prawda . Śmieja- przyjmujemy od słowa śmiać się śmiejać się. Jednakże jak zaznacza Hans, w naszym przypadku etymologię nazwiska „od śmiać się” przyjmujemy w rodzinie na podstawie dotychczasowej wiedzy, a jego wiedza wówczas na temat rodu nie sięgała dalej niż daty zapisu nazwiska, którą i my już znamy. W związku z powyższym gdy na światło dzienne wychodzą nowe fakty zapisów nazwiska etymologia nazwiska tej rodziny staje się sprawą otwartą. Czy jest to przemiana nazwiska ze Żmija na Śmieja, a może odwrotnie poprzez różne formy pisowni . Wszystkie występujące formy zapisu tego nazwiska które panowie podają ( podziwiam- ogrom pracy), moim zdaniem na pewno jest to, to samo nazwisko. Wszystkie są formą mniej poprawnej lub poprawnej (polskiej) formy zapisu. Pracuję nad Śląskiem a myślę jak Polak. Ciągle się na tym łapię. Nie wolno – Śląsk to nie Polska, to osobna tradycja kultura, historia itp. itd. tutaj trzeba innego spojrzenia na formy pisowni , tutaj ścierały się wpływy języka polskiego, niemieckiego – jakiego niemieckiego? czeskiego, czy może raczej morawskiego, lokalnej śląskiej gwary i dopiero na tej bazie moim zdaniem należałoby wysuwać wnioski odnośnie etymologii i pisowni). Przecież nawet forma zapisu mego nazwiska jest inna z winy zapisującego księdza (może Austriak) po prostu zjadł literę „i” w nazwisku.
Instynktownie czuję że pierwszy był ten Żmija. W każdej legendzie jest ziarno prawdy.
Artykuł w Gazecie pszczyńskiej zapoznałem, gratuluję stylu, polotu w pisaniu i lekkiego pióra.
Nie skromne pytanie. Branża dziennikarska?, jedną z tej branży w rodzinie dzięki genealogii znalazłem, kiedyś miała nawet programy w ogólnopolskiej TV, teraz jest „wolnym strzelcem” i zajęła się pisarstwem. Chętnie pomogę w kontakcie, wszak to rodzina, nawet korzenie jej rodu sięgają w strony Księstwa Pszczyńskiego, kilku innych korzystało z niektórych moich tekstów i opracowań. Tak na marginesie.
Patrząc na fotografię z Pańskiego artykułu, jak bym widział same stare znajome twarze, jestem pewny że z dozą b. dużego prawdopodobieństwa – wskażę kto na tej fotografii jest ze Śmiejów, młodzieży raczej nie podejmuję się.
Odnośnie zapisków rodzinnych (kronice) o których wspomina Pan w artykule, nie umiem odpowiedzieć, to okres XX w. Powołanych do stanu kapłańskiego, zakonników sporo w tej rodzinie to jeden z wyróżników rodziny, jeden z tych duchownych jest nawet w Polskim Słowniku Biograficznym.
Schmejowie byli i szczęśliwie są w posiadaniu „starych” rodzinnych dokumentów. Przeglądający je a miałem możliwość rozmowy z nimi, określają jako zapiski, pamiętnik, wielkości cienkiego zeszytu. Lecz i oni, gdy doprowadziłem do konfrontacji dwie osoby wówczas jeszcze żyjące nie potrafiły wypowiedzieć się kto jest autorem tych zapisków, na pytanie kiedy zostały spisane padała odpowiedz „ to są stare zapiski”ja z kolei nieprofesjonalnie, pochopnie i mylnie określiłem je na przełom XIX- XX w. mój błąd. W tych :starych” zapiskach jest zapis mówiący, o ucieczce przed Chmielnickim. Proszę zauważyć, że umieszczając ten wpis, postawiłem w tym zdaniu znak zapytania. Wynika on również z konfrontacji pomiędzy tymi dwoma, którzy mieli dostęp do oryginału. Gdyż tutaj pojawiły się rozbieżności. Moja ciotka, w tym czasie 2005 r. ma 88 lat), jej adwersarz w konfrontacji Michael ( wówczas 78 lat). Ciotka – cała wersja zapisu – jota w jotę zgodne z wersją którą przytoczyłem, tą wersję znam od mego ojca. Wersja przedstawiana przez Michaela z Austrii – jota w jotę to samo, lecz w momencie gdzie u mnie jest zapis o chmielnickim, on zacina się i zastanawia, szuka określenia, po chwili mówi z „Ukrainy”. Przyznam się, tutaj następuje mój niewybaczalny błąd, miałem wyczekać na jego sformułowanie, lecz ja wchodzę ze swoim zdaniem i mówię, „ależ Ukrainy jeszcze nie było” – próbował to jeszcze określić jako obszar dzisiejszej Ukrainy. A może szukał jakieś innej nazwy lub krainy. Tego już się nie dowiem. Nawet nie dopytałem w jakim języku jest to spisane. Zważywszy, że rozmowy były przeprowadzane w atmosferze zjazdu rodzinnego, ktoś zagadał i tak się urwało. Powróciłem do wymiany zdań w korespondencji z tymże Michaelem z Austrii, lecz widocznie dalej nie potrafił sobie przypomnieć tego istotnego słowa, tylko przesłał fragment innego pamiętnika w którym inny autor przytacza wypowiedzi oficerów rosyjskich carskich nawet konsula rosyjskiego, którzy twierdzą, że jest to na pewno rodzina pochodzenia rosyjskiego. Od tej pory pozostałem przy formie zapisu rozpowszechnionym w mojej rodzinie, lecz ze znakiem zapytania. W tym momencie aż ciśnie się na usta pytanie, czyż nie lepiej zajrzeć do tych dokumentów gdy twierdzisz, że są i będzie po sprawie. Problem w tym, że nie można. Dlaczego?. Odpowiedź – jest to opracowanie i zbiór rodowy, liczący 3 tomy, zawierającego ponad 1500 stron maszynopisu, ponadto dużych zbiorów cudem i z narażeniem życia uratowanej dokumentacji. Osobistych pamiętników członków rodziny, którzy opisują historie swoich linii rodowych , coś w rodzaju wielkiego rodzinnego zrywu osób odnalezionych na terenie Austrii i Niemiec , uratowanych z piekła II w. św. W sumie ok 3000 stron zapisków. Cóż za gratka dla badacza? Szczęście, totolotek, główna wygrana. Nic z tego- zbiory te i opracowania ,dla mnie, ani pozostałych członków rodziny nie są dostępne. Zostały zdeponowanie pod koniec lat 60 ubiegłego wieku w jednym z klasztorów, na terenie Austrii, dostęp do depozytu mają potomkowie linii rodowej która je zdeponowała. Depozyt jest obarczony klauzulą tajności „ze względu na opisy osób jeszcze żyjących” opracowania nie będą udostępniane. Ojczulkowie skrupulatnie tego przestrzegają, nawet „depozytariusze” nie maja żadnego dostępu. Robiłem różne podchody. Cóż innego pozostało. Mimo wszystko skrupulatnie robię swoje pracując nad dziejami rodu, być może kiedyś będzie możliwość, że oba opracowania spotkają się i powstanie z tego jedno poważne opracowanie.
Przykro mi ale z nazwiskiem Bartecki nigdy się nie spotkałem .
Dla badaczy rodziny, a w szczególności Śmieja, Schmieja, dużej pomocy może udzielić mój kuzyn Norbert Schmeja z Niemiec, dysponuje rozległymi kontaktami w tych rodzinach a w szczególności poza granicami Polski, (tylko po niemiecku i angielsku) . http://www.schmeja.net/
Nie wszystkich uczestników tego forum muszą interesować nasze problemy wręcz nudzić, dlatego w ramach ściślejszej naszej współpracy zapraszam na wymianę doświadczeń rodzinnych pod adres.
andrzej@szmeja.net
PozdrawiamPomorzanin
UżytkownikKsięstwo Warszawskie 1807–1815, myślę, że to jakiś skrót myślowy?
Zważywszy, że w 1733 r. znajdujemy Śmiejów w Wiśle Wielkiej, a jeszcze wcześniej na podstawie:
Indeks osób z rękopisu „1701-1708, Protocollon offici advociatialis Plesseviensis…” (Akta miasta Pleszew w APP)
Śmiejka Józef, Śmieja Józef, 1713-14, młynarz 1714
Indeks osób z rękopisu „1693 – 1710, Księga wójtowska i ławnicza” (Akta miasta Pleszew w APP) (część 2)
Śmieina NN, żona 1* Wojciech Foluszny 2* młynarz Stanisław Śmieja młynarz 1699
Śmieja NN, młynarz 1696
Śmieja Stanisław, młynarz 1699, mąż NN wdowy po Folusznym
Śmiejanka KatarzynaSimon Śmieja urodzony 1785 r. – puzzle prawie pasowały, szkopuł w tym, że Simon rodzi się w Wiśle Wielkiej, a Augustin w Pless, konieczny dostęp do akt z Pless, chodzi o dzieci Franz Śmieja ur. 1758 i Urdzon Anna, ur. 16.06.1766 ,a były to liczne rodziny 8 rodzeństwa to norma.
Syn z tego małżeństwa Augustin Śmieja ur. 1784 będzie również karczmarzem: W miejscowości Kozy k/Białej przy Trakcie Cesarskim posiadał zajazd „Pod wilkiem” Można tam było odpocząć, posilić się, ba – przenocować. Na owe czasy był zamożnym człowiekiem i żyło mu się dobrze. Jednakże traci cały majątek żyrując weksel jak się okazało niewypłacalnemu przyjacielowi.
pozdrawiamPomorzanin
UżytkownikSzanowny Panie
Doceniam i podziwiam Pański wkład pracy o rodzinie.
„Nach frey” – cytat: „Dotyczy między innymi mojego (a może i mojego?) możliwego przodka ,Junka Smieji pojawia się on w spisie z 1733 roku, a w 1764 roku nie ma go”.
Poszukiwanego Jana Śmieja (myślę , że to ten sam) odnajdzie Pan w niedalekim Pless.
Księga ślubów – (dane z rodzinnego Ahnenpass)
Johannes Śmieja dnia 20-07-1748 w Pless, bierze ślub z Katharina Witoszek. Owa Katarzyna jest moją 7x prababką. Wgląd do oryginału mógłby dużo wyjaśnić.
Johannes Śmieja to mój najstarszy, znany lecz mało udokumentowany przodek. Gdy następne jego pokolenia przeniosą się się do Galicji ok. 1795 r. do Białej (dzisiaj Bielsko Biała) ich dzieci będą Schmeja, po II w.św. zostaną spolszczeni na Szmeja.
Popieram pogląd w dyskusji, że Śmiejowie przybyli na Śląsk. Przekaz o szlacheckim pochodzeniu również w mojej rodzinie, chociaż słowo szlachta nie było używane, raczej zwrot „byli zamożni”, „żyło im się dobrze”.
Z rodzinnego przekazu spisanego na przełomie XIX i XX w. (nie mam dostępu do oryginału)
„ Będąc katolikami, w grube futra przyobleczeni, zmuszeni byli uciekać przed Chmielnickim?, grożącą służbą wojskową i szukać sobie miejsca na zachodzie. Zwali się Żmija.”
(Czyżby ryzyko infamii, a Śląsk dawał schronienie? i dlatego tak mało informacji o pochodzeniu? No i ten końcowy dopisek: „a zwali się Żmija.”)Z poważaniem:
Andrzej Szmeja- Schmeja- Śmieja -
AutorWpisy


