margot

Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądajasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)
  • Autor
    Wpisy
  • w odpowiedzi na: Niemieckojęzyczny akt urodzenia z 1895 – prośba o tłumaczenie #19196
    margot
    Użytkownik

    Serdecznie dziękuję za pomoc!

    margot
    Użytkownik

    O, to nie wiedziałam.
    Dziękuję za wyjaśnienie!

    margot
    Użytkownik

    O, bardzo dziękuję za nowe informacje. Zgadza sie, ze na pewno Agnes miała córkę Marthę (moja prababcia, urodzina. 1893r. w Bielszowicach, również nieślubna). Jak i faktem jest, że Agnes wyszła za mąż, bowiem na akcie ślubu jej córki, z 1919r. jest wzmianka, że Agnes nazywała się wtedy Schwitalla i zamieszkiwała Wieszową.

    Ale o tym, że Agnes miała co najmniej trójkę dzieci to nie wiedziałam. Wiedziałam tylko o Marcie, ale to że miała jeszcze dwóch braci, Johanna, którego akt zgonu tyczy i Josefa, to dla mnie odkrycie.

    O ile na akt zgonu wspomnianegi trafiłam przypadkiem, sprawdzając co jakis czas czy coś nowego doszło w szukajce na stronie genealodzy.pl, tak o Josfie nie mam żadnych wzmianek.

    Nawet na akcje zgonu Marthy, z 1923r. jest tylko informacja, że dziedziczy jej córka, wówczas trzyletnia Agnieszka i matka, w/w Agnes.

    Za to w rodzinie krąży opowieść, że moją babcię, czyli córkę Marthy, w latach 60tych odwiedził jakiś nieznany krewny, ponoć wujek o nazwisku Jeziorski. Być może to był Józef tylko z jakiegoś powodu nie był wspomniany w dziedziczących po śmierci Marthy.

    Zatem to dla mnie nowy trop.

    Tak jak nie wiedziałam jak miał na imię mąż Agnes, (która z tego co widzę po jej akcie urodzenia, akcie urodzenia Marthy i jej akcie ślubu oraz akcie zgonu Johanna, przemieszczała się od Świbua, przez Bielszowice, Szałaszę aż do Wieszowej, a po drodze może i inne miejsca były, o których nie wiem).

    margot
    Użytkownik

    Ślicznie dziękuję za pomoc!

    margot
    Użytkownik

    Dziękuję za informacje/wskazówki!

    Natłok spraw i upłynęło sporo czasu od mojej ostatniej wizyty tutaj.

    W załączeniu – dwa zdjęcia.

    Jedno, to fragment, jakiegoś większego, prawdopodobnie zbiorowego (z opowieści Mamy wynika, że Babcia oryginał dała swojej koleżance, której Matka była też na zdjęciu, a prawdopodobnie niedługo potem zmarła i miała to być pamiątka dla tamtej. Babcia wycięła ze zdjęcia tylko fragment, na którym byli jej rodzice, również już wtedy nie żyjący).

    Fragment przedstawia moich Pradziadków (po „rekonstrukcji” cyfrowej, ponieważ zdjęcia było przedarte na wysokości twarzy Pradziadka):
    – Marthę Przybilla (z domu Jeziorski) z mężem, Emilem Pryzbilla.

    Przypuszczam, na podstawie miejsca ich zamieszkania i widocznego fragmentu drzwi, że mogło być zrobione na tle Kościoła w Załężu, (za czasów, gdy jeszcze nie było dzielnicą Katowic), ale mogę się mylić.

    Może ktoś z Państwa skojarzy.

    Marthai i Emil Przybilla, (Katowice Zalenze?)

    A poniżej zdjęcie mojej śp. Babci – Agnes Przybilla (później Racki), córki w/w małżeństwa (tu na zdjęciu ma coś ok 20/21 lat, fotografia zrobiona w Niemczech, podczas pobytu na pracach przymusowych).

    Agnes Przybilla

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 6 years temu przez margot.
    margot
    Użytkownik

    O, dziekuję za informację.

    W poszukiwaniach nie natrafiłam na tą miejscowość, więc zerknę w tym kierunku.

    Mój 2xpradziadek raczej przemieszczał się – w księdze chrztów dla Parafii Wiśnicze, do której należało i Swibie, występuje dwukrotnie nazwisko Jeziorsky – Johann i Anton (obaj jako służący we dworze),oraz nazwisko Jeziorski Blasius (Einlieger – robotnik bezrolny?)

    2xpradziadek ma zapis nazwiska Jeziorsky – być może rodzina, Dwaj Jeziorscy (Anton i Błażej), na przestrzeni lat, mieli kilkoro dzieci urodzonych w Świbiu.

    W przypadku Johanna jest tylko wzmianka o chrzcie moje prababki w maju 1862 r.
    I to jest jedyny wpis w tych rekordach,o nim i matce dziecka, Victorii Augustinek (albo Augustin). Gdzie przebywali wcześniej, skąd pochodzą – nie wiadomo.

    Jakieś 30 lat później Johann Jeziorsky zamieszkuje Bielszowice.

    Wzmianka o nim pojawia się przy akcie narodzin moje babki, a jego wnuczki, Marty w styczniu 1893 r.
    Co ciekawe w tym akcie nazwisko jego żony Victorii to nie Augustinek a Jesch/Jerch/Jarch (bardzo nieczytelny zapis).
    Nazwisko to występowało i we wspomnianej wcześniej księdze chrztów z Parafii Wiśnicze (Jesch/Jersch Leopold – colonist – kolonista/osadnik?).

    Stąd przypuszczenie, że Johann miał dwie żony, obie Victorie.

    Co się działo z Johannem na przestrzeni tych 30-tu lat, i co się działo później – jak na razie – również nie wiadmo.

    margot
    Użytkownik

    Hmm, dobry pomysł. Postaram się na dniach przygotować zarys takiego mini drzewa genealogicznego.

    A Sylwia, to córka brata mojej Mamy, a pierwszego dziecka wspomnianej Babci Agnieszki 🙂

    margot
    Użytkownik

    Bardzo dziękuję! 🙂

    Hmm, koleżanka, o której Pan wspomina, to być może, któraś z moich kuzynek – Sylwia albo Aniela? (kilka osób z rodziny zamieszkującej teren Śląska (głównie nazwiska Racki, Kiszka) jest tego wyznania).

    Co nieco informacji uzyskałam z Archwium Archidiecezjalnego w Katowicach, Parafii w Świbiu, Archiwum Państwowego w Katowicach oraz USC (Katowice, Częstochowa, Tarnowskie Góry), część z uzyskanych w ten sposób informacji zamieściłam w niniejszym temacie.

    Niestety jeśli chodzi o przekazy ustne, to Babcia Agnieszka,nie chciała za bardzo opowiadać o sobie, co nieco jeynie uszczknęła rabka Mamie i jej siostrze jak były małe, a tak, to najczęściej kwitowała stwierdzeniem, że nie ma rodziny, nie żyją.

    Pamiętam jak podczas jednych wakacji pokazała mi wtedy fragment zdjęcia Marty i Emila.To był jedyny raz kiedy bezpośrednio któremuś z wnucząt wpsomniała o pradziadkach.

    Dziadek w ogóle nie wspominał o sobie. To co wiemy na temat jego matki i okoliczności jak trafił do rodziny Rackich, to informacje, które przekazała Babcia. Po smierci Dziadka, Babcia spaliła wszystkie zdjęcia oraz dokumenty, stąd i zgainęła oryginalna metryka Dziadka. Jak na razie nie do odtworzenia, ponieważ w zasobach USC Częstochowskiego znajduje się metryka wydana na potrzeby adopcji w 1923, czyli w momencie gdy dziadek miał 7 lat. Tamta była prawdopodobnie parafialna (była na niej podobno zwmianka o obrzezaniu, a praktyka ta oprócz narodowści Izraelskiej, stosowana jest i u Romów).

    Niestety zbyt późno zainteresowałam się tematem,(kiedy Dziadkowie zmarli, byłam w podstawówce), zatem w części przekazów bazuje jedynie na tym co wiem od Mamy lub Cioci, jednak wersje są sprzeczne miejscami, a dodatkowo w konfrontacji z danymi uzyskanymi z w/w zasobów, tworzą wiele pytajników,sprzeczności, etc. zgodnie z zasadą 'im dalej w las, tym więcej drzew’ 🙂

Przeglądajasz 8 wpisów - od 1 do 8 (z 8)