Jan Lubos
Odpowiedzi forum utworzone
-
AutorWpisy
-
9 lutego 2017 o 09:42 w odpowiedzi na: Obywatelstwo polskie/niemieckie w okresie międzywojennym na Górnym Śląsku #12173
Jan Lubos
UżytkownikTeż mam wrażenie nachalnej i nielogicznej propagandy rodem z peerelu. Smutne, jak bardzo trwała jest moczarowsko-gomułkowska wizja Śląska
jjl
1 lutego 2017 o 13:22 w odpowiedzi na: Obywatelstwo polskie/niemieckie w okresie międzywojennym na Górnym Śląsku #11944Jan Lubos
UżytkownikNiestety polityka jest bardziej brutalna, w dzisiejszych czasach (nie tylko 100 lat temu) na podstawie po prostu przyłączeniu jakiegoś terenu uzyskuje się -przymusowo – obywatelstwo. Vide: np. Krym, gdzie mieszkający Rosjanie, ale także Ukraińcy, Tatarzy i przedstawiciele innych nacji z dnia na dzień stali się obywatelami Rosji.
Na Górnym Śląsku zdecydowana większość ludności na początku XX wieku była dwujęzyczna. Jeżeli czyimś językiem domowym był dialekt śląski – w szkole nauczył mówić się po niemiecku, jeżeli takim językiem był niemiecki – na ogół z krewnymi, sąsiadami był „zmuszony” rozmawiać po śląsku. Oczywiście były też „czystko niemieckie” domy, ale to na ogół byli nowo przybyli urzędnicy itp. Nawet w arystokratycznych rodach Hochberg von Pless, zu und von Lichtenstein czy Henkel von Donnensmarck była powszechna znajomość języka śląskiego.
Jako ciekawostkę podam, że na dworze Lichtenstainów aż do lat ’70 ubiegłego wieku pracę mogla dostać tylko osoba znająca język śląski (chodzi oczywiście o dialekt opawski języka śląskiego)
jjl1 lutego 2017 o 07:51 w odpowiedzi na: Obywatelstwo polskie/niemieckie w okresie międzywojennym na Górnym Śląsku #11941Jan Lubos
UżytkownikProszę nie mylić pojęć „narodowość” (polska, niemiecka, śląska, czeska, inna) i „obywatelstwo” (osoby wszystkich powyższych narodowości miały na terenach przyłączonych do Polski w 1922 r. z mocy prawa obywatelstwo polskie).
Ludzie mieszkający na tej akurat części Górnego Śląska mieli (znowu: z mocy prawa, bez względu na własne przekonania, chęci czy niechęci) obowiązek służyć kolejno: w niemieckiej (do 1922 r), potem polskiej (1922- 1939), potem ponownie niemieckiej (1939 – 1945) i finalnie znowu polskiej armii (po 1945). Zatem – informacja o służbie w takiej czy innej armii nie świadczy w żaden sposób o narodowości. Narodowość jest kwestią osobistą.jjl
31 stycznia 2017 o 14:08 w odpowiedzi na: Obywatelstwo polskie/niemieckie w okresie międzywojennym na Górnym Śląsku #11938Jan Lubos
UżytkownikPanie Janku,
po pierwsze, ludność na ogół nie czuła się „niemiecka” albo „polska”, tylko śląska, zatem nie było powodów, aby opuszczać swój dom. Korfanty wprawdzie podawał, że opcja śląska to zaledwie 30% mieszkańców Górnego Śląska, ale już polski wywiad w tajnych raportach mówił o zdecydowanej większości tej opcji. Konfabulację Korfantego można wytłumaczyć względami propagandowymi, wbrew dzisiejszym stereotypom elity polskie okresy przedplebiscytowego (poza Wielkopolaninami) nie były przekonane do idei przyłączenia Górnego Śląska do Polski (cytuję Piłsudskiego, 1920 r: Górny Śląsk? – mam w d… tą starą niemiecką kolonię). Ruchy ludności oczywiście po wojnie domowej 1921 r. były spore, ale spowodowane raczej obawami o represje zwycięskiej, na danym terenie, strony.
Polskie prace historyczne na ten temat – publikowane na ogół po przewrocie majowym II RP i głównie w PRL – są obarczone ogromnym ładunkiem propagandowym (np. ten wydumany „utęskniony powrót do Macierzy” :D), w nieco mniejszym stopniu, ale również zafałszowane propagandą są teksty niemieckie.
Powszechnym błędem jest projekcja naszego dzisiejszego oglądu świata na czasy sprzed stu lat, w tym na nieukształtowane wtedy jeszcze do końca pojęcia narodu (tak, jak dzisiaj to rozumiemy), silnie fałszuje też naszą świadomość tragedia lat powojennych, wymuszająca w śląskich domach swoistą zmowę milczenia i zakazu używania języka niemieckiego. Zmowa milczenia była konieczna – w śląskich domach doskonale pamiętano przesłuchiwania dzieci w 1939 (przez Niemców) i w 1945 (przez Polaków).
Zdanie pana Krzysztofa, cytuję:
” Nikt nie jest w stanie stwierdzić, co komu siedziało w głowie i jak jego poglądy zmieniały się wraz z upływem czasu, dlatego od razu zaznaczam, że wszelkie dane statystyczne trzeba traktować w tym przypadku z odpowiednią rezerwą, tym bardziej że bazują na uogólnieniach”
jest jak najbardziej słuszne. Chcąc wyrobić sobie jakieś własne zdanie na ten temat, nie można widzieć tamtych wydarzeń z dzisiejszej perspektywy, trzeba spróbować zrozumieć tamtą złożoność, przyjmując ówczesne kryteria i ówczesną wiedzę. Proponuję przeczytać mój stary tekst: http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,40664,polemika-znow-zabraklo-prawdy-o-powstaniach.htmlpozdrawiam i zachęcam do samodzielnych poszukiwań i przemyśleń 🙂
jjlJan Lubos
UżytkownikNie wykreślałbym możliwości węgierskiej proweniencji nazwiska Kotas, szczególnie, gdyby udało się odnaleźć w starszych źródłach pisowni z „sz” na końcu (z węgierskiego wymowa „s”, Kotasz -> Kotas). już w początkach XVIII w w niektórych rejonach Śląska dość powszechne były nazwiska o ewidentnie madziarskim pochodzeniu, np. Segeth, Haiduk, być może ślady panowania Maciej Korwina, szczególnie przy sympatii dla tego władcy na Morawach i Śląsku.
Jan Lubos
UżytkownikPani Marysiu (jeśli można w ten sposób), ten rejon trzeba zaliczyć do matecznika rodu Lubos, występuje tam największe zagęszczenie osób o tym nazwisku. Jest to pokolenie mojego Taty, wśród bliższego i dalszego znanego mi kuzynostwa niestety nie znalazłem pokrewieństwa.
Heidla to śląskie zdrobnienie imienia Adelheid (Adelajda) 🙂Pozdrawiam dalekich (z pewnością) powinowatych zielonogórzan :). Btw – Zielona Góra to historyczny Dolny Śląsk 🙂
jjlJan Lubos
UżytkownikJestem tym kim jestem dzięki moim przodkom. To co ich dotyczyło, tworzyło, utworzyło i mnie. Fałszowanie lub nie rozumienie ich życia, fałszuje też mnie.
Przepraszam kbochnia za psucie, ale nei potrafię się zgodzić na powtarzany fałsz :).
Panie Krzysztofie, z całym szacunkiem, jeszcze raz polecam reportaż historyczny „Polskie obozy koncentracyjne”. Autor – Polak – w książce wydanej w polskim wydawnictwie pisze o polskich obozach dla Niemców, Ślązaków, akowców, Żołnierzy Wyklętych. Karanych wyłącznie za to kim byli. Czyści atmosferę postpeerelowskiego zafałszowania. I pełna zgoda z panem Joachimem. Zarówno Ziemie Odzyskane jak i Opolszczyzna to fałszujące rzeczywistość terminy ukute przez polskich komunistów, które wraz z nimi powinny odejść w niepamięć :). Btw; opolszczyzna to rusycyzm (końcówka -щина :p)pozdrawiam, przepraszam, już nie będę mieszał w tym temacie 🙂
Jan Lubos
Użytkownikzacytuję p. Krzysztofa:
„(…) Jeżeli chodzi o Górny Śląsk to duże znaczenie miał policyjny spis ludności przeprowadzony w 1939 roku. Była to ankieta zawierająca kilka podstawowych pytań, jak i te dotyczące narodowości. Na obszarze Śląska, który przed 1922 należał do Niemiec narodowość niemiecką zadeklarowało 94,97 % ludności, a polską jedynie 4,75 %. (…)”Jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach. Te 94.97% to po prostu osoby urodzone na Górnym Śląsku w czasie, gdy był częścią Niemiec oraz dzieci tych osób – przypominam, że przed 1939 r część Górnego Śląska zaledwie 17 lat była w granicach II RP. Z kolei 4 z ułamkiem procenta to ludność napływowa na Górny Śląsk w siedemnastoleciu międzywojennym. Brało się to z specyficznego dla Niemiec pojmowania narodowości (tzw. prawo ziemi i prawo krwi) i stąd późniejsze kategoryzowanie autochtonów ziem przyłączonych w 1939 r (de facto dyskryminujące prawnie osoby o niższych kategoriach).
Obiektywnie śląscy autochtoni byli gorzej traktowani i w Rzeszy Niemieckiej i potem w Polsce. Nie jest prawdą, że tzw. podpisanie lojalki rozwiązywało problem Górnoślązaka w Polsce, czy że była to nie dotkliwa formalność. Tzn. oficjalnie – tak. Nieoficjalnie – Górnoślązacy nie mogli np. przez wiele lat zajmować kierowniczych stanowisk. I bez znaczenia był fakt posiadania wysokich kwalifikacji czy nawet przynależności partyjnej. Np. dopiero w latach ’70 Górnoślązak został dyrektorem kopalni, a z mojej najbliższej rodziny znam przypadek, że przedwojenny główny mechanik na kopalni po wojnie pełnił funkcje jedynie sztygara, który – aby było ciekawiej – uczył zawodu w technikum wieczorowym swojego kierownika, swojego nadsztygara i swojego głównego mechanika. Aby było jeszcze ciekawiej, był to odznaczany powstaniec śląski, za którym już we wrześniu 1939 r wywieszono listy gończe.
Tragedia Górnośląska i jej konsekwencje była przez lata przemilczanym faktem, który na szczęście ostatnio jest coraz śmielej badany. Trzeba dodać: wbrew oporom np. centrali IPN. Polecam pozycję dokumentalną „Jo był ukradziony. Tragedia Górnośląska ziemia rybnicka” lub zbeletryzowane wspomnienia „Pokolenie w czerni” Buczyńskiego, lub mającej mieć premierę w przyszłym tygodniu „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” M. Łuszczyny, krakowskie wydawnictwo Znak Horyzont.Osoby urodzone w latach ’40 i ’50 pamiętają, że w domach śląskich obowiązywał niepisany zakaz używania języka niemieckiego (pokolenie starsze było praktycznie w 100% dwu- lub trójjęzyczne: śląski, niemiecki, polski) czasami jednak łamany przez starszych, gdy rozmowa dotyczyła spraw, o których dzieci nie powinny wiedzieć. Zakaz – pamiątka przesłuchiwania dzieci pod kątem języka domowego. Przesłuchiwania i w Niemczech i w Polsce. Jeszcze w połowie lat ’70 można było być szykanowanym w szkole za używanie (nie na lekcji!) języka śląskiego.
jeszcze jeden cytat:
„Jeżeli chodzi Ziemie Odzyskane to moim zdaniem oficjalne stanowisko władz państwa nie było omijane.”
O faktach się nie dyskutuje, one po prostu były. Etnicznych Niemców w samym Wrocławiu po wojnie pozostało (musiało zostać) kilkanaście tysięcy (fachowcy + ich rodziny). Podobnie, na mniejsza oczywiście skalę, było we wszystkich większych dolnośląskich miastach, a czasami nawet pojedyncze osoby w gminach wiejskich.
Można, jak to później uczyniono, szukać interpretacji prawnej konieczności/możliwości tego faktu. Nie zmieni to samego faktu 🙂Sorry za znaczne odejście od tematu, ale problem jest prawie nieznany nie tylko w Polsce, ale i na Górnym Śląsku.
pozdrawiam
jjlJan Lubos
UżytkownikWiększość dokumentów z tamtego okresu, ze względu na wyjątkowo wstydliwą dla Polski tragedię Górnośląską, była praktycznie niedostępna do końca XX wieku. Aktualnie sporo ich jest w katowickim IPN.
Co do osób z kat Ii a nawet I. Jestem przekonany, że oficjalne – przedstawione w poprzedniej wypowiedzi – stanowisko ówczesnych polskich władz często było z powodów praktycznych omijane. Na Górnym śląsku sytuacja z fachowcami nie-Niemcami była wprawdzie inna niż na Dolnym, jednak wiedza, że w samym Wrocławiu mimo (oficjalnego) wysiedlenia wszystkich Niemców, pozostawiono (zmuszono do pozostania) kilka tysięcy pracowników obsługujących wodociągi, sieć gazową, energetykę itp wraz z rodzinami sugeruje, że w nieco mniejszej skali musiało też to dziać się na Górnym Śląsku.
Ponownie: u nas z powodu Tragedii lat 1945 i późniejszych dokumentacja często była w latach późniejszych niszczona lub była niedostępna.pozdrawiam
jjlJan Lubos
UżytkownikWg moich informacji w AP powinny być niepelne rejestry DVL rejencji katowickiej.
Przy okazji chciałbym skorygować informację, zawartą w pytaniu. Nikt na Górnym Śląsku nie był zmuszany do podpisywania Volkslisty, bo – wbrew rozpowszechnionej w czasach PRL informacji, która stała się stereotypem – nikt tych list nie podpisywał.
Każdy mieszkaniec Górnego Śląska wciągany był na DVL przez niemieckiego urzędnika, który dodatkowo przydzielał mu odpowiednią kategorię. Kryteria przyznawania kategorii zmieniały się w czasie, w dużym przybliżeniu kat. I – etniczny Niemiec z Reichu, II – etniczny Niemiec ze Śląska, III – autochton, IV – Polak mieszkający na Śląsku. Kategorie przydzielane były w oparciu o obowiązkową ankietę (tutaj pojawia się ten przymus!) i wywiad środowiskowy w tym np. przesłuchanie – wywiad dzieci np. w kwestii języka używanego w domu. Ankieta była przymusowa, w pewnym okresie za jej nie wypełnienie groziła nawet kara śmierci. Ważne aby pamiętać, że zarówno kościoły (w KK np. bp. Adamski) jak i rząd PL w Londynie (Sikorski) apelowali (!) o wypełniania tych ankiet. Decyzje urzędników były ostateczne (choć można się było odwoływać, była pewna nieliczna grupa dowodzących, że powinni być w I, a nie w II kategorii), arbitralne i czasami absurdalne. Znam przypadki np. II dla syna powstańca, III dla członka samoobrony (przeciwników powstańców), czy III dla syna imigranta z Małopolski (to już pod koniec wojny zdarzało się dosyć często – IV kat nie była powoływana do wojska).
Generalnie – na Górnym Śląsku (także na Pomorzu i Kaszubach) wszyscy z definicji byli na DVL; w Polsce na DVL trzeba było znaleźć sięz własnej woli.
pozdrawiam
jjlJan Lubos
UżytkownikWieś Pawełki należała do parafii lubeckiej. Akta urodzenia do 1905 r. są dostepne online na serwerze mormonow https://familysearch.org/search/image/index?owc=MHXQ-F38%3A361904901%2C362085601%3Fcc%3D2114433
pozdrawiam
jjlJan Lubos
UżytkownikBardzo często nadawana to samo imię dziecku w jednej rodzinie, tylko, że zawsze to oznaczało, że pierwsze dziecko wcześniej zmarło. W wypadku osób dorosłych identyczne imię i nazwisko na pewno oznacza różnych rodziców.
Przy odrobinie szczęścia i ogromie cierpliwości da się określić tych właściwych 🙂 ; ja miałem problem z aż trzema Andreasami Witzig, każdy z nich mógł być moim potencjalnym 5 x pra dziadkiem i udało się rozwiązać zagadkę. życzę powodzenia,pozdrawiam
Jan Lubos
UżytkownikRód Sosna przynajmniej dwukrotnie łączy się ze mną, jednak trochę wcześniej.
Anna Sosna (1735), żona Wilhelma Kusch, jest matką Andreasa (1764) -> Hedwig (1791) -> Josepha Skiba (1824) -> Andreas Grabiński (1860, dziadek mojej mamy)
Magdalena Sosna (ok. 1710), matka Petera Respondek (1743) -> …. -> Ursula Respondek (1863, babcia mojej mamy)
Ród Respondek łączy się dodatkowo z moją paternalną linią:
Agnes Respondek jest mamą Beathy Maichrzik (1805), żony Martina Lubos (1797, mojego 3xpradziadkaJan Lubos
UżytkownikCo do nazwiska Maichrzik.
Osobiście jestem przekonany, że jego pierwotna forma była Melcher lub Malcher, od iminne, w dzisiejszej formie Melchior. Spotkałem się z takim nazwiskiem w parafii lubeckiej, chyba pierwsza poł XVIII w.
Uzupełnione o końcówkę -ik, typową dla odróżnienia młodego Melchera od jego ojca: Malchrzik (Melchrzik) zaczęło występować samodzielnie w tej formie – pojawia się taki zapis również w Lubszy. „i” w miejsce „l” lub odwrotnie – to częsty błąd skryby, z jakim każdy na pewno się spotkał, dał finalnie nazwisko Maichrzik (Maychrzik).Jan Lubos
Użytkownik1831 r jest OK, moja prababcia urodziła się w 1861, zatem rocznikowo pasuje.
Ja nie za bardzo ufam indeksom, spotkałem zbyt wiele błędów. jednak są świetne jako wskaźnik do poszukiwań i wstępnych potwierdzeń, a czasami po prostu nie ma innej możliwości -
AutorWpisy


