Jan Lubos

Odpowiedzi forum utworzone

Przeglądajasz 15 wpisów - od 16 do 30 (z 58)
  • Autor
    Wpisy
  • Jan Lubos
    Użytkownik

    Jak zwykle sporo w pana wypowiedzi nieścisłości i anachronizmôw, przepraszam, muszę skorygować.
    1. Mówienie o języku polskim w kontekście XIII wieku jest anachronizmem. Dialekty zachodniosłowiańskie do XV wieku włącznie były słabo zróżnicowane, myślę, że nikt nie ośmieli się temu zaprzeczyć.
    2. Szanuję prace p. I. Panica, niemniej wnioskowanie o polskim osadnictwie na podstawie “polskich” nazw miejscowych jest zbyt daleko idące, przynajmniej w odniesieniu do zdecydowanie dominującego ilościowo osadnictwa czasów Władysława I Opolskiego. Można by tak wnioskować JEDYNIE (ale i wtedy niekoniecznie) przy osadnictwie na surowym korzeniu (zakładaniu nowych osad). Jak wykazał B. Zientara osadnictwo wewnętrzne – powstawanie nowych osad na nieużytkach, wykarczowanych lasach itp – prowadzone było na całym Śląsku już w XII wieku. Poczynając od Kazimierza I opolskiego zaczęto w Księstwie Opolskim PRZEKSZTAŁCAĆ wsie i miasta, lokując je na nowoczesnym prawie niemieckim. Wiązało się z tym nie tylko przeorganizowanie zabudowy wsi (lub budowanie jej od nowa w innym miejscu, przy zachowaniu starej nazwy z dodatkiem “nowa” lub “niemiecka” – nazewnictwo zatarte w PRL) i inny podział ziemi uprawnej, ale także napływ zwartych grup osadników z Europy zachodniej, wprowadzenie (też pochodzącej z Europy zachodniej) trójpolówki w miejsce ugorowania, instytucji zasadźcy – sołtysa i samorządu wiejskiego. Napływowa ludność osiedlała się na ogół w grupach. Liczne językowe zapożyczenia z dolnoniemieckiego w języku śląskim wskazują, że gros osadników przybyło z płn Niemiec (pas od Meklemburgii aż po Holandię i Belgię włącznie), Zientara wskazuje również płn Włochy i poł Tyrol.
    Sama liczba lokowanych wsi i miast wskazuje na niemożność prowadzenia osadnictwa “własnymi” ludźmi.
    Nie odrzucałbym też tak łatwo prac niemieckich historyków. Podawane tam liczby wskazują wydaje się na liczbę wsi lokowanych na prawie niemieckim, z którym w XIII wieku nierozerwalnie wydaje się związany był napływ ludności z Europy zachodniej (przestrzegam przed kolejnym anachronizmem: nie była to ludność niemiecka 😉 ). Uzupełnienie tej liczby o osadnictwo na prawie polskim, w dodatku prowadzone “własnymi” silami może dać wskazywaną przez Panica liczbę osad.
    3. Proszę nie lekceważyć ścisłych wyników genetycznych. To może się (części) historykom nie podobać, ale na tym obszarze nie będzie już miejsca na “interpretowanie” historii wg własnych wyobrażeń 🙂 i popularnego w odniesieniu do historii Śląska wzajemnego cytowania się niewielkiej grupki najlepiej wiedzących :p
    jjl

    PS
    Te “6%” szokuje precyzją 😉

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 years, 9 months temu przez Jan Lubos.
    w odpowiedzi na: "Śląskie" haplogrupy #13941
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Ciekawie wygląda zestawienie genetycznej mieszanki tworzącej cztery sąsiadujące ze sobą nacje. Ślązacy, Czesi, Polacy i Niemcy. Zestawiam dotychczas pozyskane dane projektu Silesia z danymi pobranymi z eupedii, przy czym ze względu na spore geograficzne zróżnicowanie niemieckiego koktajlu genetycznego uwzględniam najbliższe nam geograficznie dane określone w eupedii jako “east Germany”. Konieczne jest zwrócenie uwagi, że “śląskie” próbki wchodzą również w polską statystykę, co nieco niweluje i tak wyraźne różnice różnice między nimi.

    Ciekawie wyglądają zestawienia staro europejskich I1 i I2. Germańska I1 ma prawie identyczny udział w rodowodzie śląskim i niemieckim, wyraźnie mniejszy w czeskim i polskim. Południowo-słowiańskie I2 wyróżnia Czechów, przy podobnym udziale w pozostałych trzech nacjach.
    Z kolei udział sródziemnomorskich haplogrup J2 i G jest prawie taki sam wśród Czechów i Ślązaków, przy marginalnym wkładzie wśród Polaków, a hp G występuje nieco tylko rzadziej we wschodnich Niemczech.

    Kluczowe europejskie rody R1a i R1b jeszcze wyraźniej różnicują te cztery nacje. Im dalej na zachód, tym mniej “słowiańskiej” hp R1a, przy czym we wschodnich Niemczech to wciąż i tak co czwarty mieszkaniec. “Celtycka” R1b jest zgodnie z oczekiwaniami wyraźnie liczniejsza na zachodzie, ale praktycznie nie rozróżnia Polaka i Ślązaka – co może sugerować dawny zasięg terytorialny plemion celtyckich, sięgających terytorium Czech, ale jednocześnie nie opanowanie przez nich ziem śląskich.

    O tym kim i jacy jesteśmy determinują wzorce kulturowe i ekonomia. Nie ma lepszych czy gorszych haplogrup. Te ostatnie mogą uzupełnić naszą wiedzę o odmiennych losach poszczególnych grup etnicznych. Szczególnie cenne jest to na naszych terenach, wyjątkowo ubogich we wczesnośredniowieczne źródła pisane. Jak dobrze może to odczytywać historię wskazuje przykład Węgier. Kilka, kilkanaście lat temu sensacyjnie brzmiące doniesienia o wyjątkowo licznym udziale “słowiańskiej” haplogrupy R1a wśród ugrofińskich Węgrów tak naprawdę zgodne były ze znanym z historii zasięgiem Rzeszy Morawskiej rozbitej na początku X w przez plemiona węgierskie, które na podbitym terenie utworzyły swoje państwo. Wyjątkowo zgodne z tymi wynikami jest też stanowisko językoznawców, oceniających, iż ponad 25% słów tworzących rdzeń języka węgierskiego ma pochodzenie słowiańskie, przy obecnie określanym na poniżej 30% udziale hp R1a wśród Węgrów.

    Attachments:
    You must be logged in to view attached files.
    w odpowiedzi na: Górny Śląsk – pojęcie, granice, historia #13925
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Górnośląska Konstytucja – Zrzizeni Zemske jest prawie całkowicie zapomniana także na Górnym Śląsku mimo, że powinna stanowić powód dumy każdego z nas. W linkowanym artykule przypominam o niej, porównuję ją z ponad 200 lat młodszą polską Konstytucją 3 Maja. Jestem dumny z naszej historii 🙂
    jjl

    http://www.nowiny.rybnik.pl/artykul,43247,gornoslaska-konstytucja-z-1562-roku-czyli-swego-nie-znacie.html

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 years, 10 months temu przez Jan Lubos.
    w odpowiedzi na: "Śląskie" haplogrupy #13860
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Spory bałagan w nazewnictwie, datowaniu i interpretowaniu, z którym możemy się spotkać na różnych forach poświęconych genealogi Y DNA, zniechęca wiele osób do zagłębiania się w tą fascynującą tematykę.
    Pamiętajmy, że ta gałąź nauki powstała i rozwija się – bardzo dynamicznie – na naszych oczach. Często porządek w systematyce i nazewnictwie dzisiaj uzgodniony pomiędzy ośrodkami zajmującymi się tymi badaniami, już dzisiaj też może być zdezaktualizowany nowymi odkryciami. Z tego też powodu na wizerunkowy chaos ma wpływ tempo aktualizowania stron oraz korzystanie przez prowadzących te strony z różnych źródeł informacji.

    Innym problemem, z którym możemy się spotkać przede wszystkim na forach dyskusyjnych, jest przeniesienie i uogólnienie sporu historyków i archeologów zapoczątkowanego w odniesieniu do Polski w XIX w przez pochodzącego z Tylży niemieckiego archeologa Gustafa Kossinn’a. Spór podzielił historyków na allochtonistów i autochtonistów. Ci pierwsi – za Kossinn’ą i zajmującą podobne stanowisko historiografią radziecką (a potem rosyjską) chcącą ambicjonalnie wskazać początki Słowian na swoich terenach – twierdzili i twierdzą, że plemiona Słowiańskie przybyły na tereny Europy Środkowej czyli między innymi na tereny Polski dopiero w V – VI wieku. Autochtoniści zaś wykazują odwieczną słowiańskość czy wręcz polskość ziem nad Wisłą i Odrą. Ukształtowane w ten sposób poglądy, przenoszą się niestety również na interpretowanie wyników oraz na wprowadzane nazwy własne w genealogii genetycznej. Można to zaobserwować i na forach http://www.eupedia.com (w sumie dobrego i dość często aktualizowanego portalu) na forach i portalach rosyjskojęzycznych tudzież w wypowiedziach czy komentarzach niektórych polskich specjalistów, broniących jak niepodległości tezy o leżącym na wschodzie Europy mateczniku plemion, które utworzyły etnolekt słowiański. Z kolei modelowym krańcowym autochtonistą w interpretowaniu wyników genealogii genetycznej jest autor (bardzo jednak dobrej i często aktualizowanej w warstwie faktograficznej) strony http://www.tropie.tarnow.opoka.org.pl/. Jego entuzjastyczne tropienie nowości, które można zinterpretować, jako wskazujące odwieczną polskość jest wręcz sympatyczno – zabawne (cytuję zachowując oryginalną pisownię: “Rasiści z Zachodu czy Wschodu oraz rodzimi nie mogą już nam ubliżać, iż Polacy nad Wisłą to przybłędy z nikąd, a Polska jest krajem z jakiegoś przypadku! Mamy tu wszak ciągłość pobytu w Europie i nad Wisłą już niemal od czasów Lodowcowych”), co nie zmienia faktu, że jego rewelacje interpretacyjne trzeba traktować bardzo ostrożnie.
    Moim zdaniem prawda, jak zwykle, leży pośrodku. Pamiętając o niewielkim zagęszczeniu ludności Europy Środkowej w starożytności, które na terenach ubogich w cieki wodne (a takie są właśnie ziemie od Łaby po zachodnią Ukrainę) musiało być jeszcze mniejsze, nietrudno wyobrazić sobie nieliczne plemiona tworzące etnos słowiański, zgodnie przemieszane na tym ogromnym obszarze z na ogół przemieszczającymi się w dłuższej perspektywie czasu na zachód plemionami germańskimi. Napływające ze wschodu we wczesnym średniowieczu inne plemiona etnosu słowiańskiego silnie zwiększyły liczebność Słowian, co w sumie pozwoliło im zdominować ten teren (podobne zdanie wyraził np. prof. M. Figlarowicz w wywiadzie, na który trafiłem po przeczytaniu krytykującego je polskiego allochtonisty na angielskojęzycznym forum 🙂 ). Te i inne spory interpretacyjne nie powinny przysłaniać nikomu faktu, że genetyka jest nauką ścisłą, a gromadzone z roku na rok dane, choć wciąż i długo jeszcze niestety mało wystarczalne, ograniczają pole dla ideologicznych interpretacji.

    Datowanie czasu powstawania haplogrup to osoby problem. W różnych miejscach możemy spotkać się z dwoma różnymi wielkościami, charakteryzującymi konkretną mutację. Najczęściej podawany jest oszacowany czas powstania tej mutacji. Wiek ten naliczany jest na podstawie liczby tzw. mutacji szybkozmiennych zaobserwowanych w naszym DNA. Idea jest prosta: potrafimy oszacować co ile lat (statystycznie) konkretna mutacja może się zdarzyć. W ten sposób możemy określić ile lat musi istnieć badana haplogrupa, by wszystkie zaobserwowane mutacje szybkozmienne zdążyły się pojawić. W praktyce problem jest niebotycznie bardziej złożony. Problemem jest nie tylko dokładne oszacowanie czasu potrzebnego na pojawienie się każdej z tych mutacji. Dużo większą trudność sprawia fakt, że mutacja, która już się zdarzyła, mogła po upływie jakiegoś czasu zmutować ponownie, wracając do poprzedniego stanu i w dodatku taki przeskok w niektórych wypadkach mógł, ale nie musiał, zdarzyć się wielokrotnie. Choć trudno w to uwierzyć, coraz lepiej radzimy sobie także z tym problemem, dlatego z roku na rok datowania są coraz lepsze i dokładniejsze, przy czym ponownie, jak poprzednio: więcej danych, więcej próbek -> lepsze, dokładniejsze wyniki.
    W rzetelnych publikacjach możemy spotkać nie wiek, a przedział czasu powstania mutacji definiującej haplogrupę, czasami z dodaniem wynikającego z tego przedziału szacowanego średniego wieku. Żeby było zabawniej, portale zajmujące się genealogią genetyczną podają albo bezwzględną liczbę lat (yb – years before), albo rok (prawie zawsze jest to r.p.n.e.) i w dodatku rzadko aktualizują raz wpisane datowanie.
    Inną spotykaną wielkością datującą haplogrupę, a raczej żyjących dzisiaj nosicieli (posiadaczy) tej haplogrupy jest szacowany czas, który upłynął od wspólnego przodka wszystkich znanych aktualnie posiadaczy tej haplogrupy. Innymi słowy, ta wielkość mówi, kiedy żył ich wspólny przodek. Przy najmłodszych, najpóźniejszych mutacjach, czas ten najczęściej praktycznie pokrywa się z wiekiem haplogrupy, prze najstarszych różnica może sięgać tysięcy lat.

    Miejsce pojawienia się konkretnej haplogrupy to jeszcze inny ciekawy i wzbudzający emocje temat. Nie są tu niezbędne (są przydatne, pomagają i wskazują) jak wielu sądzi badania próbek archeologicznych. Podobnie jak przy datowaniu, miejsce to można czasami odczytać również w DNA współcześnie żyjących, przy odpowiednio dużej ilości próbek. Idea takiej lokalizacji pierwotnego pojawienia się mutacji opiera się na założeniu, że w miejscu, gdzie przebywał pierwotny posiadacz tej mutacji (a w każdym razie człowiek posiadający tą mutację, którego potomkowie dotrwali do naszych czasów, co z naszego punktu widzenia nie robi praktycznej różnicy) dzisiejsze zróżnicowanie genetyczne jego potomków jest największe nawet w stosunkowo małej populacji. To logiczne. Jeżeli gdzieś jakaś haplogrupa mogła wydawać mutacje przez (przykładowo) 10 000 lat, to nawet jeżeli miejsce nie służyło rozrostowi populacji, zróżnicowanie potomków będzie większe, niż w miejscu, gdzie tylko 5 000 lat temu osadził się nosiciel tej samej haplogrupy, a dzięki super sprzyjającym warunkom jego potomkowie rozmnożyli się nawet w ogromny, ale bardziej jednolity genetycznie naród. Takie np. rozumowanie doprowadziło kilka lat temu prof. P. Underhill’a (ze współpracownikami) do wskazania jako pierwotnego miejsca w Europie nosicieli haplogrupy R1a1 na Bałkanach. Bardzo interesująca publikacja właściwie już w momencie ogłoszenia została silnie skrytykowana ze względu na bardzo konserwatywne datowanie próbek (przypominam o ogromnej dynamice zmian szacowania wieku haplogrup), co oczywiście nie umniejsza znaczenia tej lokalizacji. Do mnie bardzo przemawia rodowód bałkański, następujące po nim przemieszczenie się potomków tych protoindoeuropejczyków na północ i z czasem, poprzez Bramę Morawską do dorzecza Odry i następnie dalej na wschód i zachód już kilka tysięcy lat temu.

    Miało być o R1a1 – może następnym razem się uda 🙂

    w odpowiedzi na: Górny Śląsk – pojęcie, granice, historia #13858
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Panie Janku,

    Od kilku lat w Polsce działa Reduta Dobrego Imienia.
    Ma wielkie zasługi w zwalczaniu infamii w kraju i na świecie.
    Jeżeli nie zmieni Pan swojego postu o polskim obozie koncentracyjnym, może być Pan pewny ich reakcji, także prawnej.

    Serdecznie zapraszam. Mogą spróbować, jednak nie obawiam się, bo mimo pozornej ślepoty historycznej, oni skupiają się na rzeczywistych zakłamaniach, a mimo pozornego fanatyzmu doskonale są zorientowani i w polskim prawodawstwie i obiektywnych faktach historycznych 🙂

    Zdaniem hiastoryków, obozy przejściowe i inne tworzone przez władze okupacyjne można nazwać komunistycznymi, a nie polskimi. Kierowali nimi także Żydzi, ale jakoś nie trafiłem na opis: obóz żydowski.

    Zdaniem historyków (nie: publicystów, ale właśnie historyków) polska niepodległość była po 1945 limitowana różnie w różnych obszarach. Akurat w kwestii narodowej władze Polski miały – jak im się wydawało – pełną swobodę, nikt nie ingerował z zewnątrz, nie ma ani jednego takiego dokumentu, w tworzenie polskich obozów koncentracyjnych. Przykładowo, pod dokumentem lokalizacyjnym obozu w Łambinowicach, w którym pada wręcz określenie “obóz koncentracyjny” podpisał się zarząd starostwa powiatowego – całe spektrum polityczne z mniejszością komunistyczną na końcu 😉 Polskie powojenne obozy koncentracyjne zaczęto likwidować w 1948 r, dziwnym zbiegiem okoliczności równolegle z aresztowaniem i osadzeniem W. Gomułki, oskarżonego o NACJONALISTYCZNE odchylenia. Nota bene współtwórcą dzisiejszego polskiego szowinizmu jest moim zdaniem właśnie W. Gomułka. przez 14 lat jego rządów każdy rok szkolny zaczynał się apelem z transmitowanym przez radio przemówieniem Gomułki, w którym o uczeniu się było mało, natomiast dużo i głośno o szczęściu mieszkania na “odwiecznie polskich ziemiach jednolicie etnicznego polskiego narodu”. Ci, którzy sobie pozwolili wyprać mózg retoryką Gomułki, potem przekazywali przekazują tą truciznę dalej.

    Na 206 powojennych polskich obozów koncentracyjnych 1 (słownie jeden) kierowany był przez osobę pochodzenia żydowskiego. Nb. Salomon Morel – jeden z najokrutniejszych oprawców w tych obozach – zapewne z polecenia komunistycznych przywódców z Moskwy (to ironia, głęboka, zamierzona ironia) codziennie rano śpiewać więzionym (głównie) Ślązakom “Kiedy ranne wstają zorze”…
    Salomon Morel (także Czesław Gęborski, sądzony w Opolu za zbrodnię ludobójstwa popełnioną w obozie w Łambinowicach, także inni) do końca życia dostawał, aż do początku XXI wieku włącznie, wysoką polską emeryturę.

    Jaka wojna domowa z regularną armią niemiecką, policją i strażami niemieckimi?
    Jaki podbój Śląska? Śląsk ze słowiańskim (polskim) żywiołem) miałby się stać celem polskiego (słowiańskiego) najazdu? Przecież to brednie.
    Na Śląsku nie ma staropolskich nazwisk? A moje to niby jakie?, a tysiące innych odimiennych, przezwiskowych, związanych z zajęciami rolniczymi naszych przodków lub światem przyrody, to niby jakie?

    Tak po kolei, ale na szybko:
    1. Mój dziadek był Powstańcem. Strzelał do swojego szwagra, który był w Samoobronie śląskiej (i nigdy nie był w regularnej armii). Na szczęście nie trafił. Podwójnie na szczęście – ten szwagier najprawdopodobniej w 1939 r uratował mu życie, gdy dziadka złapało rybnickie Gestapo.
    Wbrew pana sugestiom nie mam jakiejś specjalnej sympatii do Niemców. Mniej więcej tyle samo, ile do Polaków ;).

    2. Śląsk był kilkakrotnie podbijany przez władców polskich. Pierwszy raz w 990 r. Myli Pan pojęcia. Słowiański nie oznacza “polski”. To także rosyjski, ukraiński, słowacki, czeski, łużycki, kaszubski, śląski w końcu; jeszcze pare innych -ski i -cki 😉

    3. Mogą być “staropolskie”, ale na ogół są i tak się literaturze fachowej (a nie w publicystyce) określa jako “słowiańskie” lub np. “niemieckie”. Na Górnym Śląsku (poza kilkoma mającymi prawdziwe umocowanie historyczne) nie ma nazwisk wykształconych w Polsce okresie staropolskim. Swoją drogą w odniesieniu do Kaszubów badania prof. Rębały wykazały, że jedne i drugie występują całkowicie bez związku z etnicznym pochodzeniem ich właścicieli. Co zresztą nikogo rozsądnego nie powinno dziwić. Ponownie: błędnie używa Pan określenie “polski” lub absurdalnego “staropolski” w miejsce zwykłego w podawanych przez Pana przykładach “słowiański”

    pozdrawiam z życzeniem trochę mniejszego zacietrzewienia
    Nie Niemiec, nie Polak – Ślązak 🙂
    jjl

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 years, 11 months temu przez Jan Lubos.
    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 3 years, 11 months temu przez Jan Lubos.
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Panie Stefanie, ja nie odważyłbym się tłumaczyć, podziwiam i szanuję Pańską pracę :). Przytoczyłem jedynie słowa – moim zdaniem jedynego w tej chwili – autentycznego specjalisty w sprawach górnośląskiej wsi, Romana Sękowskiego, na którego autorytecie opierałem już wcześniej swoje publikacje.Wg Sękowskiego górnośląskich chłopów można podzielić na trzy zasadnicze kategorie: wolnych chłopów (Robott) – którzy nawet nie potrzebowali nobilitacji (!) tylko musieli wykupić certyfikat szlachecki, i poddanych, którzy z kolei dzielili się na chłopów czynszowych (z pamięci, zatem mogę nieco przekręcić: Robottzins) i najniższych w hierarchii Robottbauer – chłopów pańszczyźnianych.
    W kwestii Bartka Miodek – występują tam dwa niezależne określenia (zaczynające się dużą literą), a nie jedno, będące typowym dla niemieckiego złączeniem dwóch słów, dlatego sądzę, że (w tym wypadku) mamy do czynienia z robotnym (czyli chłopem) o statusie Gartnera (obiektywnie: przeczy temu zapisanie przez skrybę samego “Gartner” przy Paulu Horzela, bez wcześniejszego określenia stanu 🙂 )

    pozdrawiam
    jjl

    Jan Lubos
    Użytkownik

    Korekta mojej wypowiedzi – ma też istotne znaczenie dla wcześniejszego tłumaczenia.

    Cytuję tekst z pracy Sękowskiego “Koniec średniowiecza i kształtowanie się podstaw ustrojowych księstw opolskiego i raciborskiego (szkice i wypisy źródłowe)”:

    “(…) Oficjalnie należeli do warstwy chłopskiej i przysługiwał im tytuł chłopski – “robotny” ale w praktyce posiadali prawie takie same prawa jak szlachta (…)”

    Dalej jest opis stanów majątkowych, jaki ja zamieściłem wcześniej (Sękowski stosuje jako miarę łany, bez precyzowania, że to łany -morgi – dolnoaustriackie).
    Dalej cytuję”

    “Do grupy wolnych chłopów należy zaliczyć również dziedzicznych sołtysów, część młynarzy i karczmarzy, kuźników, oraz “rycerzy Odry” (flisaków – mój dopisek)”

    Chłop pańszczyźniany to Robottbauer
    Wolny chłop o statusie bauera: Robott Bauer;
    o statusie Gartnera: Robott Gartner

    przepraszam za przydługi wpis

    jjl

    Jan Lubos
    Użytkownik

    Gwoli uzupełnienia:
    Roboth – “robotny” oznaczał poddanego ; Gärtner – opisywał jego stan majątkowy
    Paul Horzela to równiez Gärtner, ale stanu wolnego.

    cytuję fragment z mojej dawnej pracy:

    “Bauer, Gärtner, Häusler to nie po prostu rolnik, ogrodnik, chałupnik. To określenia statusu majątkowego wolnych (lub nie) rolników. Bauer to rolnik mający co najmniej 30 morg ziemi uprawnej (do czego nie wliczano pastwisk, łąk i lasów), przy czym w całych Niemczech były to zawsze morgi lokalne, regionalne. Na Górnym Śląsku 30 morgom odpowiadało około 18 hektarów. Halbbauer (Zimmermann w Beyträge zur Beschreibung von Schlesien: Bd. 2, Zimmermann F. A., 1783 używa starszego określenia „kleine Bauer”) uprawiał odpowiednio nie mniej niż 15 morg (9 ha), Gärtner – to posiadacz areału mniejszego niż 7,5 morgi. Właściciel tylko domu z zagrodą to Häusler.
    W literaturze można spotkać się jeszcze z określeniem Ackerman (lub Gbur) – właściciel co najmniej 90 morg ziemi uprawnej i Viertelbauer – ćwierćbauer. Z ekonomicznego punktu widzenia Bauer zazwyczaj był w stanie kumulować znaczne nadwyżki finansowe, półbauer potrafił utrzymać swoją rodzinę, Gärtner musiał szukać dodatkowego dochodu poza swoją gospodarką.
    W okręgu lublinieckim wielkie znaczenie miała hodowla zwierząt. Zimmermann podaje, że w 1763 r. w lublinieckim pogłowie owiec przekraczało 14 000 sztuk, bydła rogatego było w sumie ponad 7 500 sztuk. Pamiętając, że konieczne do hodowli łąki i pastwiska nie wpływały na status rolnika, musimy zauważyć, że pozycja ekonomiczna lublinieckich rolników – hodowców musiała być znacznie wyższa, niż wynikałoby to z ich formalnego statusu.”

    Przestrzegam przed stosowaniem polskiej kalki pojęciowej na określenie stanu mieszkańców Śląska XIX w i dawniejszych!!!

    Śląski Bauer (dosłownie: chłop) stanu wolnego to była osoba o statusie znacznie wyższym od przeciętnego szlachciury polskiego, mógł – o ile sobie tego zażyczył i zapłacił określoną kwotę w każdym momencie uzyskać certyfikat szlachecki. Wiązał się z tym jednak – inaczej niż w Polsce – nie tylko splendor, ale i rozliczne społeczne obowiązki, szczególnie w wiekach wcześniejszych, habsburskich.

    pozdrawiam

    w odpowiedzi na: Górny Śląsk – pojęcie, granice, historia #13730
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Przepraszam, że pozwoliłem sobie sprostować nieprawdziwe informacje w Pańskiej wypowiedzi. Opierając się na enuncjacjach prasowych nikt rozsądny nie formułuje tak zdecydowanych wypowiedzi, przynajmniej w czasach, kiedy tzw. post-prawda zrobiła tak ogromną karierę (to smutne).
    Dobrze, że pan kocha kraj, w którym pan żyje. Dobrze, że Pan kocha ziemię, z której Pan pochodzi. Piastowie, z perspektywy czasu, byli bardziej śląscy niż polscy. Oczywiście, najpierw nas (Śląsk) podbili, na sto kilkadziesiąt lat. Potem przez wieki (bez związku z krajem, z którego pochodzili) lepiej lub gorzej władali naszymi ziemiami. Częściej dobrze, mądrze.
    Powstania czy wojna domowa (o ponowne po 6 wiekach przyłączenie części Śląska do Polski) to kwestia interpretacji, przecież nikt Panu nie zabrania wierzyć w to, co Pan chce, a że to moim zdaniem naiwne, to już naprawdę bez znaczenia.
    Zabawny jest tekst – w ustach człowieka, który zajmuje się genealogią o “staropolskich” nazwiskach Ślązaków. Rozumię, to miał być żart, dla rozładowania napięcia w emocjonalnej wypowiedzi :).
    Co do hitlerowców, Niemców, całego zła tego okresu… Mój dziadek przeżył przesłuchania na Gestapo, potem przeżył obóz. Mam też (właściwie miałem) w rodzinie osobę, której udało się przeżyć także polski obóz koncentracyjny po 1945. Zatem wiem, nie z polskich propagandowych podręczników czym było pierwsze i to, że to drugie co najmniej niczym się od tego nie różniło. Pamiętanie o jednym, udawanie, że drugiego nie było (bo przyszło z ukochanej Polski) jest kalekie, wynaturzone, nieuczciwe. Tak uważam, i frazesy bogobojno-polsko-ojczyźniane tego nie zmienią.

    Co do Jorga Gorzelika. Jego wypowiedzi mogą szokować, zresztą, jestem przekonany, że świadomie to robi. Zupełnie inna sprawa, że media lubią wybierać z wypowiedzi “smakowite” kąski, wycinając resztę, nie patrząc, że to zupełnie zmienia sens wypowiedzi. Jak bardzo zaś niektóre media fałszują rzeczywistość w śląskim kontekście, miałem okazję osobiście się przekonać w przypadku osławionego programu Pospieszalskiego (małego kłamczuszka) i niedawno pani Gargas (obrzydliwego kłamcy pełną gębą).

    Przy okazji wspomnianego przez Pana kibicowania nie polskim drużynom – mam kolegę, który w meczu Legia – Barcelona szczerze i głośno kibicował Barce… Zdrajca hispanofil? Inny jest zaciekłym kibicem Arsenalu. tez zdrajca? 😉

    Pozdrawiam
    jjl

    w odpowiedzi na: Górny Śląsk – pojęcie, granice, historia #13557
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Chciałby uzupełnić swoją poprzednią wypowiedź: najlepiej granice, zasięg terytorialny z zaznaczonymi głównymi miastami Górnego Śląska oddaje mapka zamieszczona poniżej. Grafika jest “ściągnięta” z facebookowego profilu “Portal Górnego Śląska” 😉
    Zwracam uwagą na sporą część Górnego Śląska na terytorium Czech, oraz na fakt, że wspomniane wcześniej księstwo Władysława Opolskiego, “ostatniego władcy (całego) Górnego Śląska” było większe, obejmowało również późniejsze księstwo Siewierskie oraz Oświęcimsko-Zatorskie.

    Attachments:
    You must be logged in to view attached files.
    w odpowiedzi na: Górny Śląsk – pojęcie, granice, historia #13552
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Myślę, że większość osób czytających to forum wie mniej lub bardziej dokładnie, gdzie biegną granice Górnego Śląska. Samo określenie “Górny Śląsk” pojawiło się dopiero (już) w XV w (np. w 1479 r w Opawie książęta śląscy, piastowice, określili siebie jako “książęta Górnego Śląska”), wypierając uprzednią nazwę “Księstwo Opolskie”. Zasadne wydaje się przyjąć, że w miarę jednolita kraina zasługiwała, zdaniem współczesnych, na swoje własne określenie, a księstwo opolskie – siłą rzeczy – było już wówczas tylko jednym z wielu tworzących ją księstw (za: Wojciech Dominiak, “Władysław I, pan na Opolu i Raciborzu. Ostatni władca Górnego Śląska”. – Swoją drogą polecam, bardzo interesująca monografia mało docenianego, największego moim zdaniem obok Hanusza Dobrego górnośląskiego władcy). – To tyle na temat “pruskiej” proweniencji nazwy Górny Śląsk.

    Bezdyskusyjnie najpełniejszą w warstwie faktograficznej publikacją nt. historii Górnego Śląska jest praca wspomnianego już wcześniej przez innych Dariusza Jerczyńskiego “Historia Narodu Śląskiego”. Nie jest on wprawdzie – jak słusznie pisze p. Krzysztof – historykiem z wykształcenia, natomiast zadał sobie trud kwerendy źródeł i zgromadzenia w jednym dziele faktów nigdzie indziej – podejrzewam, że z powodów tzw. polityki historycznej będącej wrogiem rzetelnej historii) – nie publikowanych. Spokojnie można ją porównać z pracami najlepszych, uznanych autorytetów. Książka ma bardzo dobre opinie (prof. Rostropowicz, prof. Tomaszewski, dr hab. Kamusella) i bogatą, źródłową bibliografię. Jest cennym uzupełnieniem wiedzy o naszej ziemi, szczególnie w tych licznych fragmentach, które są przemilczane lub wręcz fałszowane przez polską historiografię. Jeszcze raz podkreślam, jej największą siłą jest oparcie w źródłach, faktografia, a nie jak w licznych innych publikacjach nt. Górnego Śląska w cytatach opinii innych “uznanych autorytetów” (ten sam problem dotyka prac językoznawców w zakresie etnolektu śląskiego – co zauważa i opisuje dr. A. Czesnak w tegorocznej publikacji książkowej “Współczesne teksty śląskie na tle procesów językotwórczych i standaryzacyjnych współczesnej słowiańszczyzny”; to działa m.w. tak: prof. X powołuje się na opinię prof. Y, ten cytuje prof. Z, który autoryzuje się tekstem prof. X).
    Chcę uspokoić p. Artura: książka wydana była własnym sumptem autora i mimo sporego zainteresowania – jak na specjalistyczną pracę – tą pozycją śląskich czytelników, nie dorobił się on na niej majątku.

    Przy okazji, pan Artur najwyraźniej interesuje się źródłami finansowania Ruchu Autonomii Śląska. Jako członek tego stowarzyszenia wyjaśniam: to żadna tajemnica, pełna dokumentacja finansowa jest dostępna na stronach RASiu, ale nie znajdzie Pan tan żadnych głoszonych przez bajkopisarzy w rodzaju Ziemkiewicza czy Semki sensacji. Składki członkowskie tudzież darowizny od osób prywatnych (jest trochę osób tęskniących do samorządności śląskiej, odebranej nam dekretem Bieruta w 1945 r). Co do separatystów, o których wspomina również p. Artur, jestem równie zainteresowany jak p. Krzysztof. Poza wypowiedziami polskich nacjonalistów deklarujących “śląski separatyzm”, nie spotkałem ani jednej poważnej (tamci ludzie w sumie tez nie poważni) wypowiedzi nt. temat. Chętnie się zapoznam.

    jjl

    w odpowiedzi na: Włosi na Górnym Śląsku?! #12380
    Jan Lubos
    Użytkownik

    W moim drzewie w bocznej linii pojawia się nazwisko Cellary – wg ustnych przekazów rodzinnych przybysze z Włoch. Rejon Tarnowskie Góry – Piekary Śl.

    pozdrawiam
    jjl

    Jan Lubos
    Użytkownik

    Moje całe – przyznaję niewielkie – doświadczenie podpowiada mi, że na Śląsku wiele dzisiaj odbieranych jako niemieckie nazwiska, ma słowiański (nie polski, a własnie słowiański) rodowód i odwrotnie, wydawałoby się czysto słowiańskie, polskie nazwiska pierwotnie były nazwiskami niemieckimi. Przy czym, o ile ta wyklinana w polskiej historiografii “germanizacja nazwisk” działa się najczęściej naturalnie, wskutek używania wyuczonego w szkole zapisu fonetycznego brzmienia nazwiska (np.: Witczyk [młody Wit, na północy Górnego Śląska wymawiane Witcyk] -> Witzig), to ich polonizacja prowadzona była na ogół przymusowo, wg arbitralnej decyzji polskiego urzędnika (np. Mainka -> Mańka).

    Odwoływanie się do “polskości” zapisu nazwisk w najstarszych księgach parafialnych jest ahistoryczne, można co najwyżej mówić o zapisie słowiańskim, a precyzyjniej: staroczeskim. Każdy musiał się spotkać np. z występującą na naszym terenie jedynie w zapisie staroczeskim samogłoską ÿ :). Zresztą nie jest przecież tajemnicą, że przez setki lat staroczeski na całym Górnym Śląsku był językiem urzędowym, językiem ludzi wykształconych i władców, a dokumenty nawet z późnego średniowiecza pisane w tym języku są do dzisiaj zrozumiałe dla Ślązaków, o ile tylko wiedzą jak odczytywać niewystępujące (lub inaczej czytane) w języku polskim litery lub dwuznaki.

    jjl

    tak na marginesie, myślę, że sugerowanie, iż ks. Bontzek nie wiedział, jak poprawnie zapisać własne nazwisko jest niepoważne, a ewentualne przypuszczenie, że podpisywał się tak, a nie inaczej pod przymusem – najzwyczajniej śmieszne 🙂

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 years, 1 month temu przez Jan Lubos.
    Jan Lubos
    Użytkownik

    Proszę się zastanowić, czy pierwotną forma nazwiska nie mogło być “Bonk” :).
    Końcówki -ek, -ik, -yk wskazują na zapisaną w którymś momencie formę “młody Bonk” = Bon-czyk, Bon-czik, Bon-czek, używaną powszechnie dla rozróżnienia ojca (Bonk) i syna.
    Ja w mojej rodzinie spotkałem się z taką ewolucją zapisu nazwiska, nawet więcej – ewidentnie ta sam osoba była zapisywana (jako ojciec chrzczonego dziecka) kilkakrotnie w formie Vitczyk, Wittzig, a przy ostatnim dziecku po prostu Witt (nie wiem, kiedy zmarł Jego ojciec, nie znam daty, ale podejrzewam, że własnie przed urodzeniem się tego ostatniego dziecka). Co ciekawe – dzieci zapisane jako Witzig (wszystko jedno – przez W/V, jedno lub dwa t) dalej w księgach zawsze występowały jako Witzig.
    Podobne zaobserwowane “dostosowania” nazwisk:
    Respond – Resopondek
    Demarz – Demarczyk
    Kuss – Kusik
    Pawel – Pawelczyk

    Kwestia “poprawności” zapisu nazwiska. Można upierać się, że nazwisko “Bonczek” powinno pisać się “Bączek”. Pytanie, czy antentat sam rozpoznały przy takim zapisie swoje nazwisko. Polskie znaki diakrytyczne NIGDY nie były używane przez ludność rodzimą przed XX wiekiem. Pytanie, czy nazwisko pochodzi od (zapis polski) Bąk, czy od Bonk… 😉

    pozdrawiam pokojowo
    jjl

    • Ta odpowiedź została zmodyfikowana 4 years, 1 month temu przez Jan Lubos.
    Jan Lubos
    Użytkownik

    do pana Artura Paczyny:
    1. cytuję: “treści naruszające dobra osobiste lub prawo, w tym szerzące nienawiść z powodów narodowościowych” – starannie ponownie przeczytałem wcześniejsze wypowiedzi. “Nienawiść z powodów narodowościowych”? – Gdzie Pan to znalazł?

    2. cytuję: “wizja Śląska odwołująca się do tradycji Piastów, Jagiellonów” – Jagiellonowie i Śląsk? chyba rozmawiamy poważnie, a nie żartujemy :). Piastowie są bardziej śląską, niż polską dynastią. Powtórzę – na Śląsku wciąż jeszcze władali Piastowie (w niektórych częściach Śląska), gdy w Polsce jedynie najlepiej wykształceni pamiętali o Mieszku i Chrobrym. W każdym podręczniku historii, który każde przymuszane ( 😉 ) do nauki śląskie dziecko musiało przerobić, był przedstawiony rodowód Piastów.

    3. cytuję: “wszystko, co nie mieści się w separatystycznej: antypolskiej ideologii” – może zamiast zakładać separatyzm i antypolskość, które nie wiadomo skąd wzięły się Panu w tej dyskusji, przyjmie Pan zwykłą i naturalną u Ślązaka “prośląskość”. I dyskusja będzie zdrowsza, i Pan mniej nerwów straci, a dyskusja będzie po prostu rzeczowa.

    4. cytuję: “Śląską gwarę językoznawcy słusznie zaliczyli do polskiego dialektu” – oczywiście polscy językoznawcy i to nie wszyscy, a raczej: jedynie w PRL stanowiło to dogmat, w II RP największe autorytety polskiego językoznawstwa już tak nie uważały (np. Jan Baudouin de Courtenay), a obecnie też najwybitniejsi polscy językoznawcy uważają inaczej (sugeruję np. przeczytać: Współczesne teksty śląskie na tle procesów językotwórczych i standaryzacyjnych współczesnej Słowiańszczyzny, A. Czesnak, 2017)
    Właśnie takie Pańskie przestarzałe i opierające się na nauce lat 1945 – 1989 poglądy narażają Pana na opinię wyrażaną wcześniej przez niektórych.

    5. cytuję: “Ślązacy choć żyli przez setki lat pod obcym panowaniem” – Śląsk dopiero w XIX w , a dokładniej pod koniec XIX w praktycznie stracił autonomię, którą cieszył się przez stulecia (właśnie to było nazywane kulturkampfem, chociaż polska historiografia kładzie nacisk i uwypukla inne elementy tego procesu. Sejm Śląski zawiązał się bodajże w 1402 r, reprezentowane w nim były wszystkie części Śląska, zasiadali w nim przedstawiciele wszystkich stanów (co ówczesnym Polakom, ale i innym nacjom nie mogło pomieścić się w głowie). Śląsk był częścią Korony Czeskiej (a nie był pod jej panowaniem!), potem razem z Koroną Czeską był częścią Monarchii Habsburgów (ponownie – nie był pod jakimś cudzym, obcym panowaniem!!!).

    5. cytuję: “nie była to akcja, ani polska, ani nie było to wynarodowienie, bo do tego musiał by być podmiot czyli naród śląski, a takiego nigdy nie było”.
    – Jeśli nie polska, to jaka? W Polsce, prowadzona przez Polaków…
    – Niekoniecznie trzeba wynaradawiać naród. Można grupę etniczną lub narodowościową. Narodu śląskiego wg definicji socjologicznych faktycznie nie ma, bo Ślązacy nie mają swojego państwa potrzebnego do tego. Narodowość śląska była, jest i będzie, dopóki choć jedna osoba będzie się za przedstawiciela takowej narodowości uważała. I żadne polityczne decyzje na to nie mają wpływu, ew. jedynie mają znaczenie propagandowe.

    6. cytuję: “Żąda Pan empatii w stosunku do swojej specyficznie rozumianej śląskiej wrażliwości i poglądów politycznych, postuluję, aby zaczął Pan od siebie i dostrzegł, że wokół Pana są ludzie, którzy mogą mieć inne poglądy i inną wrażliwość od Pana” – problemem – wydaje mi się – nie jest różna wrażliwość i poglądy polityczne, nie o nich przecież jest ta dyskusja. Problemem jest znajomość (czy raczej jej brak) faktów, z którymi przecież się nie dyskutuje. One są takie, jakie są. Definicyjne kwestie są drugorzędne. Jeżeli brat strzela do brata, sąsiad do sąsiada to wszędzie na świecie mówimy o wojnie domowej. Jeżeli umówimy się, że akurat na Śląsku takie coś nazwiemy powstaniem – dobrze, zgoda, nikt Pana wrażliwości nie chce naruszać. Niech takie wydarzenia nazywają się powstaniem śląskim. Jednak przy zaznaczeniu, że były to takie, a nie inne działania. 🙂

    Proponuję bez emocji, na spokojnie jeszcze raz przeczytać. Proszę zapoznać się z sugerowanymi pracami polskich (nie: śląskich) naukowców.

    peace and love

    jjl

Przeglądajasz 15 wpisów - od 16 do 30 (z 58)